Naleśniki z ricottą i jagodami

Sezon na jagody (borówki) nadal trwa, jest gorąco i nie mamy ochoty na ciężkie dania. Dlatego właśnie powstał pomysł na naleśniki z ricottą i jagodami. Wspaniale smakują w letnie, gorące i bardzo słoneczne popołudnie:) Koniecznie spróbujcie!


Przepis na ciasto naleśnikowe pochodzi z książki Michaela Roux "Jajka", spotkałam się z nim na blogu Moje wypieki.

Składniki: (na około 12 naleśników)
  • 1 szklanka mąki
  • 1 kopiasta łyżka cukru
  • szczypta soli
  • 1,5 szklanki mleka
  • 0,5 szklanki śmietanki kremówki
  • 2 jajka
  • 3 łyżki masła do smażenia

  • 500 g sera ricotta
  • 4 łyżki miodu
  • 500 g jagód
  • płatki migdałów (około 50g)

Mąkę, cukier i sól mieszamy ze sobą w misce. Następnie dodajemy jajka i odrobinę mleka ciągle mieszając trzepaczką, żeby nie powstawały grudki. Nadal mieszając dolewamy resztę mleka oraz śmietankę kremówkę i mieszamy aż do uzyskania gładkiej konsystencji. Odstawiamy w ciepłe miejsce (o takie w lecie nie trudno :) ) na około 45 minut.

W czasie kiedy nasze ciasto na naleśniki odpoczywa, przygotowujemy nadzienie. Jagody płuczemy i odstawiamy, żeby ociekły z wody i trochę przeschły. Ricottę i miód umieszczamy w misce i dokładnie mieszamy, do uzyskania jednolitej masy. Płatki migdałów delikatnie przeprażamy na suchej patelni a następnie przesypujemy do osobnej miseczki. 

Kiedy nasze ciasto jest już gotowe do smażenia, na patelni rozgrzewamy odrobinę masła. Na rozgrzaną patelnię wlewamy porcję ciasta i smażymy z obu stron na złoty kolor. W ten sposób smażymy wszystkie naleśniki a następnie zabieramy się za nadziewanie (można to oczywiście robić na bieżąco). Każdego naleśnika smarujemy łyżką ricotty z miodem, posypujemy jagodami i zawijamy w rulon. Następnie posypujemy płatkami migdałowymi i podajemy.

Naleśniki smakują naprawdę wyśmienicie :)

Koniecznie dajcie znać czy i Wam smakowały :) A może macie swoje ulubione pomysły na letni obiad, napiszcie w komentarzu:)

Smacznego!



Scones ze śmietaną i dżemem truskawkowym

Od kiedy nastało lato, jak tylko przyjeżdżam do domu na weekend, mam ochotę na śniadanie na tarasie. Uwielbiam spędzać czas razem z bliskimi ciesząc się wspaniałą pogodą, bogactwem kolorów i zapachów i pysznościami na stole. 
Od dawna miałam ochotę na angielskie scones z dżemem truskawkowym i słynną "clotted cream", która niestety w Polsce jest bardzo trudno dostępna, a do przygotowania jej samemu jeszcze nie dojrzałam (około 5 godzin gotowania lub cała noc w piekarniku...). Dlatego też musiałam zadowolić się śmietaną dostępną u nas. Śmietanę, którą użyłam można z powodzeniem zastąpić bitą śmietaną, dla mnie jednak zbyt szybko spływa z ciepłych scones i jest odrobinę zbyt słodka. 
Przepis na scones dostałam od Oli, której bardzo za niego dziękuję :) U niej też po raz pierwszy takie pyszności jadłam :) 
Zapraszam do wspólnego cieszenia się ciepłymi, letnimi porankami :)

Składniki: (dla 3-4 osób)
  • 40 g miękkiego masła
  • 225 g mąki pszennej
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • 1,5 łyżki cukru
  • szczypta soli
  • 110 ml mleka (jeśli ciasto będzie zbyt gęste można dodać odrobinę więcej)
  • 200 g kwaśnej śmietany 18%
  • 50 ml śmietanki kremówki
  • 10 g cukru pudru
  • dżem truskawkowy

Piekarnik nagrzewamy do 220 stopni.
Mąkę, proszek do pieczenia i sodę rozcieramy w palcach z masłem. Dodajemy cukier i sól, mieszamy. Powoli dodajemy mleko wyrabiając nożem stołowym. Robimy to dosyć niedbale, tak, żeby składniki się połączyły ale ciasto nie było całkiem gładkie. Gotowe ciasto rozwałkowujemy lekko, tak aby miało grubość około 2 cm. Wykrawamy ostrą foremką (może być taka do ciastek), ważne, żeby była ostra, w przeciwnym wypadku boki sconesów skleją nam się i nierówno wyrosną podczas pieczenia.
Pieczemy około 10 - 15 minut, aż scones będą miały złoty kolor.

W miseczce mieszamy kwaśną śmietanę, śmietankę kremówkę oraz cukier puder.

Scones podajemy jeszcze ciepłe ze śmietaną i dżemem truskawkowym. Ja przekrawam je na pół, jak bułkę, smaruję dżemem a następnie śmietaną i takie zajadam :) Są na prawdę pyszne!

Smacznego!


Kompot z rabarbaru i kwiatów czarnego bzu

Robi się coraz cieplej, sezon na rabarbar i truskawki trwa a czarny bez przepięknie kwitnie:) Żal byłoby nie skorzystać z tak wspaniałych darów natury, dlatego dziś szybki i prosty przepis na kompot. Kwiaty czarnego bzu nadają mu charakterystycznego smaku, za którym osobiście ostatnio szaleję :) Najlepiej smakuje schłodzony, prawdziwe orzeźwienie :)

Składniki:(na około 5 porcji)
  • 1 gruby korzeń rabarbaru
  • garść truskawek
  • 2-3 baldachy kwiatów czarnego bzu
  • 4 łyżki cukru
  • 1.5 litra wody

Korzeń rabarbaru myjemy i kroimy na około 2 cm kawałki. Truskawki myjemy, pozbawiamy szypułek i kroimy na pół. Kwiaty czarnego bzu delikatnie płuczemy. Wszystko umieszczamy w garnku, posypujemy cukrem, zalewamy wodą i zagotowujemy. Gotujemy około 10 minut. 
I gotowe!
Kompot można pić jeszcze ciepły, ale moim zdaniem najlepiej rozlać go do szklanek, poczekać aż ostygnie a następnie schłodzić w lodówce :)

Smacznego!

Maliny kwietniowo-majowe


Cześć! 
Maj się już skończył więc czas na garść inspiracji z maja i kwietnia. Bardzo lubię tę serię postów na frambuesowym :) Mam nadzieję, że Wy też i chętnie podzielicie się swoimi doświadczeniami i odkryciami.
Pisanie o tym co się wydarzyło, o ciekawostkach, na które się natknęłam, o rzeczach, które mnie zainspirowały lub po prostu ucieszyły sprawia mi ogromną radość i pozwala zobaczyć jak wiele małych ale wspaniałych rzeczy dzieje się wokół :)

Zatem zaczynamy!
1. Byłam z koleżanką w kawiarni Deja Vue w Nowym Targu po baaardzo długiej niebytności. Jest to jedna z moich ulubionych kawiarń, jest przyjemnie, można spokojnie porozmawiać, a lody, szarlotka na ciepło i herbata z konfiturą to moi ulubieńcy. Ponieważ plotkowanie zajęło nam sporo czasu i zgłodniałyśmy to zjadłyśmy też smaczne sałatki :) Polecam, jeśli kiedyś będziecie w pobliżu zajrzyjcie na Długą :)

2. Czytając z zapartym tchem książkę "Bezcenny" Zygmunta Miłoszewskiego natknęłam się na taki fragment:
Prawda, że smakowity? Chyba spróbuję przenieść ten opis na talerz ;)
A skoro już przy "Bezcennym" jestem, to polecam, czyta się świetnie, a po przeczytaniu ma się wrażenie, że to prawda. Niezwykle przekonywująca i wciągająca lektura, na letnie wieczory w sam raz.

3. Na blogu One little smile, który odkryłam całkiem niedawno, znalazłam polecenie bardzo ciekawego artykułu o wielozadaniowości. Linki godne polecenia to mój ulubiony cykl postów, można tam znaleźć naprawdę ciekawe informacje. Jeśli jesteście ciekawi dlaczego wielozadaniowość zabija wasz mózg - koniecznie przeczytajcie.
4. Podczas weekendu wybrałyśmy się z koleżanką na śniadanie do Moment Resto Bar na Kazimierzu. Właściwie było to moje pierwsze śniadanie "na mieście". Wiem, wiem, mam już trochę lat i już dawno powinnam pójść na takie śniadanie, ale mimo wszystko najbardziej lubię śniadania w domu :) A w maju można już jeść na tarasie pełnym kwiatów! Ale wracając do rzeczy, zamówiłam sobie śniadanie francuskie i było przepyszne. Croissanty z miodem, twarożkiem z bakaliami, kremem orzechowym (po prostu Nutellą :P) i konfiturą naprawdę zachwyciły moje podniebienie. Do tego kawa z mlekiem, a to wszystko w całkiem rozsądnej cenie. Z ręką na sercu mogę polecić to miejsce :)
5. Z rodzicami wybrałam się też na obiad do Mamma Mia na Karmelickiej w Krakowie. Zawsze, ale to zawsze zamawiam tam pizzę z kozim serem, miodem i orzeszkami piniowymi. Zupełnie nie wiem skąd oni wytrzasnęli takie połączenie ale ta pizza jest po prostu obłędnie pyszna! Mama zamówiła gnocchi, które również były pyszne, a tata makaron z truflami, i to właśnie ten makaron okazał się strzałem w dziesiątkę. Był tak dobry, że nawet grzyby w nim mi smakowały (a szczerze ich nie lubię), świetnie doprawiony i po prostu doskonały. Jeśli będziecie mieć okazję, odwiedźcie Mamma Mia, bardzo warto.
6. Poszukując miejsca żeby chwilę pogadać, wstąpiłyśmy z moją siostrą do nowo otwartej knajpki na Karmelickiej również, nie pamiętam niestety nazwy, i namówione przez panią sprzedawczynię kupiłyśmy kawałek tortu marchewkowego. Byłyśmy zaskoczone tym, jak był smaczny i świeży i wcale nie smakował warzywnie :P 
7. Wizyta moich kuzynów z USA sprawiła, że pojechaliśmy do Zakopanego i Krupówek nie mogliśmy ominąć :) Pogoda była paskudna, padało prawie non stop, więc postanowiliśmy wstąpić na kawę i ciastko do słynnej Samanty. Cukiernia otworzyła nowy lokal, taki bardzo kawiarniany, właśnie na Krupówkach. Zamówiliśmy tartę truskawkową, torcik hiszpański, kawy i smoothie owocowe. Wszystko było pyszne, ale wygrała zdecydowanie tarta, tak dobrej już dawno nie jadłam. Polecam, jeśli tylko będziecie w Zakopanem, zatrzymajcie się na kawałek ciasta :)

7. A na koniec wisienka na torcie!
Dostałam od mojego Narzeczonego wspaniały prezent: reprint "Illustrowanego Kucharza Krakowskiego" z 1897 roku. Książka jest pięknie wydana, zawiera mnóstwo przepisów i porad, zarówno kulinarnych jak i domowych. Jestem ogromnie przejęta posiadaniem takiego cuda i dawkuję sobie je powoli. Mam nadzieję, że niebawem opanuję któryś z przepisów i pokażę wam na blogu.
Przy okazji zajrzyjcie na stronę księgarni Volumina, mają bardzo ciekawe książki :)

To już koniec Malin kwietniowo-majowych. Mam nadzieję, że Wam się podobały i chętnie podzielicie się swoimi doświadczeniami :)
Czekam na pyszne opowieści w komentarzach!

Spaghetti z wieprzowiną, bakłażanem i pomidorami


Ostatnimi czasy poszukuję przepisów na w miarę szybkie dania, smaczne i takie, które można odgrzewać. Mieszkanie samemu przez większość czasu i gotowanie tylko dla siebie ma swoje plusy i minusy. Stąd właśnie wziął się pomysł na to spaghetti. Szybkie, z bakłażanem, którego bardzo lubię i jak ugotuję w poniedziałek to mogę jeść do czwartku :) 

Składniki: (na 3-4 porcje)
  • 350 g makaronu spaghetti
  • 250 g mielonej wieprzowiny
  • 1 bakłażan
  • 250 g passaty pomidorowej
  • 200 g pomidorów z puszki
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1 ząbek czosnku
  • 150 g tartej mozarelli
  • 5 listków świeżej bazylii
  • 2 gałązki świeżego oregano (same listki)
  • sól i pieprz
  • oliwa z oliwek

Bakłażana kroimy na pół, następnie w cienkie plastry, a plastry na pół, w około centymetrowe paski. Posypujemy łyżeczką soli, dokładnie mieszamy i odstawiamy na 20-30 minut. 
Na patelni z odrobiną oliwy smażymy wieprzowinę, kiedy będzie gotowa przekładamy ją do miski i odkładamy na bok. W garnku stawiamy wodę, solimy ją kiedy zacznie wrzeć i gotujemy makaron.
Kiedy bakłażan odczeka już swój czas, dokładnie go płukamy i osuszamy papierowym ręcznikiem.
Na patelnię wlewamy łyżkę oliwy, ząbek czosnku siekamy drobno i wrzucamy na rozgrzaną patelnię. Kiedy się zrumieni, wrzucamy bakłażana i smażymy przez 8-10 minut, od czasu do  czasu dolewając po łyżce wody, żeby bakłażan nie przywierał do patelni. Następnie wlewamy passatę oraz pomidory z puszki. Wsypujemy łyżeczkę cukru i dokładnie mieszamy. Zagotowujemy. Kolejno dodajemy mięso i dokładnie mieszamy. Na sam koniec dodajemy 100 g mozarelli, bazylię i oregano, doprawiamy solą i pieprzem i mieszamy trzymając na ogniu aż ser się rozpuści. 
Na talerze nakładamy makaron, na niego nakładamy sos i posypujemy serem, możemy dodać też kilka listków oregano.

Smacznego!



Sałatka z rukolą, serem feta i burakami


Od jakiegoś czasu planuję, żeby pokazać Wam tę sałatkę. Jest banalnie prosta w wykonaniu a zawsze spotyka się z uznaniem kiedy pojawia się na stole.
Moja mama twierdzi, że to ja przyniosłam ten przepis od kolegi ze studiów. W sumie, może i faktycznie tak było :) W każdym razie, mistrzem w jej przygotowywaniu jest właśnie moja mama.
Koniecznie spróbujcie!


Składniki: (na 4 porcje)

  • 2 garście rukoli
  • 3 średniej wielkości buraki czerwone
  • 200 g sera feta
  • ziarna słonecznika i płatki migdałowe do posypania

Składniki na sos:

  • 6 łyżek oliwy z oliwek
  • 1 łyżka octu balsamicznego
  • 1 łyżka musztardy (jakiejś o delikatnym smaku np. delikatesowej)
  • 1 łyżka miodu
  • 1 ząbek czosnku
  • 1 łyżeczka soku z cytryny
  • sól i pieprz

Nastawiamy piekarnik na 180 stopni. Buraki zawijamy, każdy osobno, w folię aluminiową, wkładamy do piekarnika i pieczemy przez 1.5-2 godziny. Po 1.5 godziny sprawdzamy czy są wystarczająco miękkie, jeśli nie, pieczemy jeszcze przez 15-30 minut. Buraki możemy też przygotować gotując je w wodzie przez około 1.5 godziny. Jednak te pieczone są zdecydowanie smaczniejsze. My często pieczemy je jednocześnie z ciastem na przykład. Kiedy buraki są już gotowe, czekamy aż ostygną, następnie zabieramy się za przygotowanie sałatki. 
Do miski, w której będziemy podawać sałatkę, wykładamy rukolę. Buraki kroimy na pół i następnie w średniej grubości plasterki, układamy je na rukoli. Następnie dodajemy pokrojony w kostkę ser feta. Posypujemy ziarnami słonecznika. Płatki migdałów przeprażamy delikatnie na patelni i również posypujemy nimi sałatkę.
Składniki na sos mieszamy ze sobą dokładnie (ząbek czosnku wyciskamy). Sos najlepiej podawać w sosjerce tak aby każdy mógł sobie polać nim sałatkę już na talerzu.

Smacznego!

Dajcie znać, czy takie połączenie w sałatce Wam smakuje!

Maliny lutowo-marcowe


Cześć!
Luty upłynął mi dosyć monotonnie i bez większych odkryć ani dawki inspiracji, jednak marzec był baaaardzo bogaty w wydarzenia. 
Chodźcie poczytać o moich inspiracjach, a w komentarzach koniecznie podzielcie się swoimi :)

1. Na początek polecam Wam bardzo ciekawy wywiad z absolwentem akademii kulinarnej Le Cordon Bleu Markiem Brzezińskim opublikowany w lutowym wydaniu miesięcznika "W drodze". Wywiad ma bardzo frapujący tytuł: "Co zapewnia intymność Japończykowi". Jeśli jesteście ciekawi co to takiego, chcecie poczytać o smakach i zapachach, różnicach kulturowych oraz o tym jak dzieci we Francji uczą się o kuchni, koniecznie sięgnijcie po ten artykuł. (W wersji e-bookowej miesięcznik dostaniecie między innymi na Woblink, Publio oraz Amazonie)

2. Absolutny hit już od jakiegoś czasu - kolorowanki dla dorosłych. Uważałam, że są przereklamowane, dopóki nie dostałam od siostry:) Nie koloruję często, ale faktycznie odstresowują, można po prostu poczuć się jak dziecko i dać sobie odpocząć.

3. Skoro już jesteśmy przy odstresowaczach - moje ostatnie odkrycie, czyli Noisli. Być może nie każdemu odpowiadają odgłosy deszczu czy burzy, ale kawiarnię czy pociąg też tutaj znajdziemy. Możemy dowolnie miksować ze sobą odgłosy. Już dawno nie czułam się tak zrelaksowana słuchając deszczu i śpiewu ptaków:) Koniecznie spróbujcie, nawet jeśli wydaje się Wam to głupie, też tak uważałam na początku :)

4. Teraz, mój absolutny hit - książka z przepisami słynnej londyńskiej cukierni - The Hummingbird Bakery. Absolutnie wspaniała i przepiękna. Dopracowany jest każdy detal, piękny papier i zdjęcia, no po prostu cudo :) Ten prezent to niespodzianka od mojego Narzeczonego :) Z pewnością niedługo pojawi się jakiś przepis z tej książki.

5. Tym prezentem sama się zdziwiłam. Dostałam od taty książkę zwycięzcy ostatniej serii Masterchefa - Damiana Kordasa. Okazało się, że gotował na jednym ze stoisk na targach, na których byliśmy (ja oczywiście byłam tak zakręcona, że nie zwróciłam uwagi). I tym sposobem, mam nawet autograf specjalnie dla mnie! Książka i dania prezentują się pysznie i ciekawie, zabieram się za testowanie :)

6. Moje pierwsze prawdziwe (i do tego jedzone w Anglii) - English breakfast. Pyszne i bardzo sycące, jeśli Anglicy faktycznie jedzą to na śniadanie to z pewnością do kolacji nawet nie pomyślą o jedzeniu :)

7. Kawa z mleczkiem kokosowym - ma ciekawy smak, jednocześnie jest i kawowa i kokosowa :) Spróbujcie i dajcie znać czy Wam też smakuje. (Łuuups, wtyczka w tle... :P)

8. Może nic tu odkrywczego nie ma, ale ostatnimi czasy uzależniłam się od KUKBUKa. Odpowiada mi ich estetyka, ciekawe artykuły i przepisy. No i spora dawka informacji i inspiracji. Podoba mi się też to, że można, w kontekście kulinarnym, poczytać o wielu innych sprawach. Serdecznie polecam, ja oderwać się nie mogę.

I to już koniec malin na dziś. Mam nadzieję, że Wam się podobały i zainspirowały. 
Czekam na Wasze odkrycia w komentarzach :)