Domowa chałka



Myślę, że nie ma nic przyjemniejszego niż zapach świeżego pieczywa:) Kiedy rozchodzi się po domu, wszyscy nagle zbiegają się do kuchni pytając kiedy będą mogli spróbować. I tak właśnie jest w przypadku tej chałki, trudno jest zachować ją do wystudzenia, bo znika jeszcze ciepła. Jest trochę pracochłonna, ale uwierzcie mi - warto! Wzorowałam się na proporcjach i poradach znalezionych w książce "Chleb" Jeffreya Hamelmana, o której pisałam tutaj


Składniki: (na 2 chałki)

  • 300 g mąki pszennej chlebowej (typ 650)
  • 150 g mąki wysokoglutenowej (typ 500 lub niższy)
  • 37 g cukru (2,5 łyżki)
  • 2 żółtka
  • 1 jajko 
  • 35 g oleju roślinnego
  • 145 g ciepłej wody
  • 8 g soli
  • 15 g świeżych drożdży
  • 1 jajko do posmarowania chałki

Wszystkie składniki umieszczamy w misce i energicznymi ruchami wyrabiamy ciasto aż stanie się elastyczne i będzie łatwo odchodzić od ręki. Należy poświęcić na wyrabianie minimum 15 minut. Ja po wstępnym wyrobieniu ciasta, kiedy jest jeszcze mocno klejące, delikatnie oprószam mąką dłoń, żeby pozbyć się przyklejonego do niej ciasta i dalej wyrabiam, aż ciasto stanie się sprężyste. 
Gotowe ciasto przykrywamy ściereczką i pozostawiamy w ciepłym miejscu do wyrośnięcia przez około 2 godziny lub do podwojenia objętości. Kiedy ciasto już wyrośnie krótko je wyrabiamy a następnie dzielimy na 2 części. Każdą z tych części dzielimy na 3 części i formujemy z nich dość długie wałeczki (około 30-35 cm). Kolejno łączymy ze sobą z jednej strony końce 3 wałeczków i zaplatamy warkocz. Sklejone końcówki podwijamy delikatnie pod spód, żeby chałka miała ładny, regularny kształt. Tak samo postępujemy z drugą połową ciasta. Gotowe chałki odkładamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia i odstawiamy na około 1,5 godziny do wyrośnięcia (powinny prawie podwoić swoją objętość). Wyrośnięte chałki smarujemy dokładnie rozkłóconym jajkiem. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 190 stopni przez 20 minut. Po upieczeniu wyjmujemy z piekarnika i odstawiamy do wystudzenia.

Smacznego!

Polecam spróbować chałki z konfiturą pomarańczową lub pomarańczowo-dyniową. Smakuje wybornie!

Sernik limonkowy



Jeśli jesteście fanami cytrusów to ten sernik z pewnością przypadnie Wam do gustu (ja jestem ogromną fanką wszystkiego co cytrusowe, a już perfum w szczególności). Jest mocno limonkowy i prawdziwie orzeźwiający. Sprawdzi się zarówno latem jak i zimą. Poza tym jest niesamowicie gładki i kremowy i od razu przywodzi na myśl wakacje! 


Składniki: (na tortownicę o średnicy 24 cm)

Spód:
  • 3 batoniki Princessa zebra
  • 3 batoniki Góralki nagie kakaowe (zamiast batoników świetnie sprawdzi się 200 g herbatników kakaowych z kremem kakaowym lub czekoladowym)
  • 100 g roztopionego masła

Masa serowa:
  • 1 kg twarogu tłustego lub półtłustego (zmielonego przynajmniej trzykrotnie lub zblendowanego na gładko)
  • 200 g cukru
  • 4 jajka
  • 125 ml śmietanki kremówki
  • sok i skórka z 3 limonek

Przygotowanie spodu:
Batoniki (lub herbatniki) miksujemy aż osiągniemy konsystencję piasku (możemy też umieścić w woreczku i uderzać wałkiem aż do czasu całkowitego rozdrobnienia). Dodajemy roztopione masło i dokładnie mieszamy. Gotowy spód wykładamy na dno tortownicy o średnicy 24 cm wyłożonej papierem do pieczenia (ja czasami papier do pieczenia pomijam, jeśli wiem, że forma jest nieprzywierająca i łatwo będzie wykrawać kawałki ciasta), lekko dociskamy i schładzamy w lodówce przez minimum 30 minut. 

Przygotowanie masy serowej:
Ser blendujemy do gładkości, następnie dodajemy cukier i miksujemy do dokładnego połączenia. Kolejno dodajemy po 1 jajku, dokładnie miksując po każdym dodaniu. Następnie wlewamy śmietankę kremówkę i znów dokładnie miksujemy. Na koniec dodajemy wyciśnięty z limonek sok oraz startą skórkę i dokładnie miksujemy. 

Piekarnik nagrzewamy do 150 stopni. Na spodzie piekarnika umieszczamy blaszkę wypełnioną wodą, dzięki temu sernik nie wyschnie podczas pieczenia.

Gotową masę serową wylewamy na schłodzony spód, ewentualne nierówności wyrównujemy. 

Pieczemy przez 60-70 minut. Sernik powinien być ścięty ale lekko galaretowaty na środku. Studzimy w uchylonym piekarniku a następnie przez całą noc w lodówce.

Smacznego!

Pudding ryżowy z musem malinowym

Ten przepis znalazła moja siostra w książce Nigelli Lawson "Nigella gryzie". Nie mam pojęcia dlaczego ten pudding jest tak pyszny, ale to fakt, jest po prostu nieziemsko pyszny. Dokładnie tak jak pisze Nigella: w sam raz na gorsze dni. Przedstawiam Wam tutaj przepis według mojej modyfikacji, z dodatkiem kwaskowatego musu z malin, który świetnie balansuje słodycz puddingu. Spróbujcie raz a gwarantuję, że będziecie przygotowywać go bardzo często :)

UWAGI: Nie próbowałam, ale według mnie można mleko krowie zastąpić mlekiem roślinnym.

Składniki: (na 2 porcje)

Pudding ryżowy:

  • 1 czubata łyżka masła
  • 3 łyżki cukru
  • 4 czubate łyżki ryżu do risotto (ja używam arborio)
  • 750 - 850 ml mleka (zacznijcie od 750 ml, ale może być potrzebne więcej, zależy to od tego ile mleka wchłonie ryż)
  • 1/2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
  • 2 łyżki śmietanki kremówki

Mus malinowy:

  • 200 g malin
  • 1,5 łyżki cukru

Przygotowanie puddingu:
Mleko podgrzewamy, żeby było ciepłe ale nie wrzące. Na patelni rozpuszczamy masło z cukrem. Kiedy delikatnie się zezłoci wsypujemy ryż i dokładnie mieszamy. Następnie partiami dolewamy mleko (u mnie zwykle 5-6 razy) ciągle mieszając. Kolejną partię mleka dolewamy dopiero kiedy poprzednia została całkowicie wchłonięta przez ryż. Jest to dosyć pracochłonne zadanie, ale uwierzcie, że warto :) Po około 30 minutach sprawdzamy czy ryż jest już całkowicie ugotowany i miękki, jeśli nie gotujemy dalej, dolewając tyle mleka ile potrzeba (mnie zwykle ten proces zajmuje około 50 minut). Kiedy ryż jest już gotowy, zdejmujemy pudding z ognia, dodajemy ekstrakt waniliowy i dokładnie mieszamy a następnie dodajemy śmietankę kremówkę i dokładnie mieszamy.

Przygotowanie musu malinowego:
W trakcie przygotowywania puddingu możemy przygotować mus. Do rondelka wrzucamy maliny i cukier, podgrzewamy na małym ogniu do czasu aż maliny puszczą sok i się rozpadną. Mus przecieramy przez sitko, żeby pozbyć się pestek (lub nie, jeśli lubimy pestki) i umieszczamy znowu w rondelku. Podgrzewamy na małym ogniu do odparowania nadmiaru wody, tak, żeby mus zrobił się gęsty.

Podanie:
Na talerz lub do misek nakładamy pudding. Na wierzchu układamy mus malinowy. Podajemy jeszcze ciepły lub zimny (obie wersje są pyszne).

Smacznego!

Maliny lipcowo-sierpniowo-wrześniowe


Wakacje bezpowrotnie minęły, zaczyna się prawdziwa jesień (oby ta złota trwała jak najdłużej) a ja chciałabym dzisiaj wrócić z Wami do tych ciepłych, letnich dni i opowiedzieć Wam o wszystkim, co udało mi się odkryć, przeczytać i doświadczyć, i co okazało się prawdziwym hitem. Wakacyjno-wrześniowe inspiracje zaczynamy!


1. Sporo ostatnimi czasy dostałam książek kulinarnych i niekulinarnych, dużo też udaje mi się ostatnio czytać. Książką, która mnie totalnie pochłonęła jest "Food Pharmacy" autorstwa M. Clase i L. Nertby. Z początku myślałam, że to będzie po prostu książka o zdrowym odżywianiu, co wolno, czego nie itp. A tu okazało się, że jest to bardzo ciekawie napisana książka o tym co służy naszym jelitom :) Ogromnie wciągająca i z żartem napisana, a do tego tak po prostu, po ludzku, bez ogromnego ciśnienia, że czegoś absolutnie tknąć nie wolno. Niektóre zalecenia jak na razie są dla mnie nie do przejścia, ale ograniczyłam cukier (i jestem z siebie dumna!) i okresowy post też czasem udaje mi się wcielić w życie. Bardzo Wam tę książkę polecam.

2. Dostałam również książkę "Zielone koktajle - 365 przepisów", w której znajduje się cała masa przepisów i ciekawostek dotyczących koktajli, zarówno warzywnych jak i owocowych. Wypróbowałam już kilka przepisów i muszę przyznać, że bardzo mi smakowały, zamierzam od teraz częściej takie koktajle przygotowywać. Jedyne co mnie drażni to brak informacji o autorze, jakiejkolwiek. No ale cóż, nie można mieć wszystkiego :)
3. I ostatnia w dzisiejszym zestawieniu książka o jedzeniu to "Gotuj sprytnie jak Jamie" autorstwa Jamiego Olivera. Przyznam szczerze, że jeszcze nie zdążyłam wypróbować z niej żadnego przepisu natomiast bardzo ciekawe są wszelkie uwagi dotyczące tego jak wykorzystać resztki i jak się zorganizować, żeby nie marnować jedzenia. Mam z tym spory problem, czasem marnuję sporo żywności, dlatego mam nadzieję, że wskazówki Jamiego mi pomogą w ogarnięciu tego chaosu. Książka jest bardzo estetycznie wydana i przyjemnie się ją czyta.

4. A teraz czas na książkę zupełnie o czym innym. Czytanie książki Kasi Olubińskiej "Bóg w wielkim mieście" sprawiło mi dużo radości, skłoniło do refleksji i zatrzymania się choć na chwilę. Książkę czytało mi się bardzo przyjemnie, jest pięknie wydana a wywiady ze znanymi osobami dotyczące wiary i Boga jakoś tak napawają optymizmem i radością :) Czytaliście? Co sądzicie? Ja polecam, lekka a zarazem głęboka.

5. Mam we wrześniu urodziny i tym razem dostałam super prezent w postaci prenumeraty KUKBUKa :) Wiele razy Wam o KUKBUKu pisałam, nadal go uwielbiam, mimo, że pierwszy egzemplarz przyszedł do mnie nieco pognieciony... Ale nie zrażam się i czytam (i oglądam) zawzięcie :)

6. Wraz z nadejściem września rozpoczął się nowy sezon Bake Off - Ale ciacho!, który jak wiecie oglądam namiętnie. Sporo też się uczę oglądając i czasem próbując odtworzyć przepisy z programu jak na przykład ten na mini pavlovę z kremem mascarpone i owocowym :) Polecam serdecznie!

7. Pochwalić się Wam muszę też naszym tortem weselnym, przygotowanym przez Cukiernię Kwiatek. Wyszedł fantastyczny, być może jestem nieobiektywna, ale to jeden z tych tortów, które mi bardzo smakowały: świeży, niezapychający i piękny. Tort został przyozdobiony świeżymi kwiatami zgodnie z moimi zaleceniami i uwagami i baaaardzo mi się podobał. A Wy co o nim sądzicie? Podoba się Wam?
Zdjęcie tortu wykonali nasi fotografowie z justmarried
Zdjęcie pochodzi z mojego profilu na instagramie
8. I na koniec podsumowanie mojego projektu "ogródek". Doszłam do wniosku, że nie mam do ogrodnictwa serca i nie ma sensu dłużej się z tym męczyć, zwłaszcza, że zbiory są bardzo marne (ledwie 3 dynie i kilka cukinii). Dodatkowo psy rozgrzebały mi połowę grządki... Także ja z ogrodnictwem kończę przygodę, w przyszłym sezonie skuszę się pewnie tylko na zioła w doniczkach :) 

To już wszystkie moje inspiracje i polecenia. Znaleźliście u mnie coś dla siebie? A może chcecie się ze mną podzielić swoimi odkryciami? Chętnie poczytam! 


Proste ciasto ucierane ze smażonymi śliwkami



Jesiennie się nam zrobiło, a jesienią najlepsze są śliwki! Często kiedy najdzie mnie na coś słodkiego to piekę właśnie to ciasto. Jest bardzo proste do wykonania i można w nim użyć praktycznie każdych aktualnie dostępnych owoców. Zwykle na cieście  układam po prostu pozbawione pestek, surowe śliwki ale tym razem postanowiłam troszkę zaszaleć i wyłożyć śliwki lekko przesmażone z cukrem. Ciasto wyszło piękne, przepyszne i bardzo jesienne :)


Składniki: (na formę o wymiarach 25cm x 25cm, może być też prostokątna, nieco większa, ciasto wyjdzie wtedy troszkę niższe)

  • 2 szklanki mąki pszennej
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 szklanka cukru + 0,5 szklanki cukru do śliwek
  • 5 jajek
  • 3 łyżki oleju
  • 1 kg śliwek węgierek 
  • cukier puder do posypania

Przygotowanie:
Śliwki myjemy i pozbawiamy pestek. Wkładamy do dosyć dużego garnka, posypujemy 0,5 szklanki cukru i smażymy na średnim ogniu przez 20-30 minut, do czasu aż odparuje woda a śliwki delikatnie się rozpadną. Całość powinna mieć konsystencję rzadkiej konfitury.

Jajka ubijamy ze szklanką cukru na jasną i puszystą masę. Dodajemy olej i znów miksujemy. Do osobnej miski przesiewamy mąkę z proszkiem do pieczenia a następnie dodajemy partiami do masy jajecznej delikatnie mieszając szpatułką. Gotowe ciasto wykładamy równomiernie na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia lub wysmarowaną masłem i posypaną bułką tartą. Na ciasto wykładamy nadzienie śliwkowe a następnie bierzemy widelec, zanurzamy w cieście i robimy esy-floresy, żeby trochę wymieszać śliwki z ciastem.

Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni C z termoobiegiem przez 35-45 minut, lub do suchego patyczka.

Przed podaniem posypujemy cukrem pudrem.

Smacznego!

Puszysty sernik z borówkami


Sierpień od zawsze kojarzy mi się z leśnymi borówkami (lub jagodami, jeśli ktoś woli). Kiedy byłam mała często chodziłam z dziadkami do lasu je zbierać :) Obecnie kupienie borówek leśnych jest niesamowicie trudnym przedsięwzięciem, ale udało mi się je nareszcie upolować i postanowiłam upiec sernik z borówkami. Testowałam sernik z dodatkiem serka mascarpone do twarogu i muszę Wam przyznać, że wyszedł bardzo smaczny i kremowy. Kolejny, po serniku z białą czekoladą i musem malinowym, obowiązkowy sernik lata :)


Składniki: (na tortownicę o średnicy 24 cm)

Spód:
  • 150 g herbatników
  • 100 g masła

Masa serowa:
  • 750 g twarogu tłustego lub półtłustego
  • 250 g serka mascarpone
  • 150 g cukru (jeśli lubicie słodkie serniki dodajcie troszkę więcej cukru)
  • 1/2 szklanki kwaśnej śmietany
  • 4 jajka
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii

Dekoracja:
  • 350 g borówek leśnych

Wykonanie spodu:
Herbatniki umieszczamy w malakserze i miksujemy na pył. Masło roztapiamy i lekko studzimy, następnie dodajemy do herbatników i dokładnie mieszamy. Masę herbatnikową wykładamy na spód tortownicy, wyrównujemy i dociskamy. Wkładamy do lodówki na czas przygotowania masy serowej.

Wykonanie masy serowej:
Twaróg mielimy przynajmniej dwukrotnie lub blendujemy razem z serkiem mascarpone i śmietaną na gładką masę. Dodajemy żółtka jajek i znów blendujemy. Dodajemy cukier i ekstrakt z wanilii i dokładnie miksujemy. Powinna powstać idealnie gładka masa. W osobnej misce ubijamy białka na sztywno. Do ubitych białek dodajemy masę serową i dokładnie ale delikatnie mieszamy. 

Gotową masę wylewamy na schłodzony spód, wyrównujemy i posypujemy z wierzchu 200 g borówek. (Jeśli macie taką ochotę możecie borówki dodać do masy serowej i wymieszać przed wylaniem jej na spód, sernik wyjdzie wtedy lekko fioletowy). 

Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 150 stopni C przez 75-90 minut. Najlepiej jest upiec sernik w kąpieli wodnej, umieszczając na spodzie piekarnika naczynie żaroodporne wypełnione wodą. Podczas takiego pieczenia sernik nie będzie się wysuszał i pozostanie kremowy. Sernik jest gotowy kiedy środek jest ścięty, ale wciąż lekko "galaretkowaty". Po upieczeniu studzimy sernik w lekko uchylonym piekarniku a następnie chłodzimy przez minimum 4 godziny w lodówce (najlepiej przez całą noc). 

Przed podaniem posypujemy sernik resztą borówek.

Smacznego!

Zdjęcia do tego wpisu wykonała moja siostra :) Chyba zatrudnię ją na stałe, co o tym sądzicie? Dobrze jej poszło?


Tarta piernikowo-malinowa bez pieczenia

Kiedy ostatnimi czasy natknęłam się na konkurs #przepisnakopernika organizowany przez Kopernik Toruń to od razu przyszło mi do głowy połączenie pierników z moimi ukochanymi malinami, na które akurat mamy sezon. Tak powstała tarta piernikowo-malinowa:) Połączenie smaków jest bardzo ciekawe, miodowo-korzenna słodycz pierników przełamana kwaskowatością malin pasuje mi po prostu idealnie. Do przygotowania tarty użyłam pierniczków Uszatki, kojarzą mi się jakoś tak z dzieciństwem i przywołują mnóstwo miłych wspomnień. Tarta jest prosta do przygotowania i nie wymaga pieczenia. 


Nie dajcie się dłużej prosić i przygotujcie moją konkursową tartę dla siebie i najbliższych, będzie pysznie!


Składniki: (na prostokątną foremkę do tarty o wymiarach 11x34cm)

Spód:
  • 150 g pierniczków Uszatki
  • 40 g czekolady mlecznej
  • 40 g masła

Krem piernikowy:
  • 100 g pierniczków Uszatki
  • 100 g miękkiego masła
  • 250 g serka mascarpone
  • 2 łyżki miodu

Dekoracja i przełożenie:
  • kilka pierniczków Uszatki
  • 400 g świeżych malin

Przygotowanie spodu:
Pierniczki Uszatki umieszczamy w malakserze i rozdrabniamy tak, aby miały konsystencję piasku. Czekoladę i masło roztapiamy w kąpieli wodnej (lub w mikrofalówce, uważając żeby nie przegrzać czekolady). Lekko przestudzoną, ale wciąż płynną czekoladę z masłem dodajemy do pokruszonych pierniczków i dokładnie miksujemy, do połączenia. Tak przygotowany spód wysypujemy równomiernie na dno foremki i dociskamy. Odstawiamy do lodówki na minimum 1 godzinę do stwardnienia.

Przygotowanie kremu:
Masło z miodem ubijamy na puszystą jasną masę. Następnie, po łyżce dodajemy serek mascarpone, ciągle miksując, aż do uzyskania gładkiej masy. Pierniczki, tak jak poprzednio, rozdrabniamy do konsystencji piasku a następnie dodajemy do przygotowanej masy i delikatnie mieszamy łyżką lub szpatułką do połączenia. 

Przełożenie:
Kiedy spód jest już odpowiednio schłodzony układamy na nim maliny, jedna obok drugiej, otworkami w dół, tworząc dość równomierną warstwę. Na maliny wykładamy krem i delikatnie wyrównujemy. Dekorujemy malinami oraz pokruszonymi pierniczkami Uszatkami.

Smacznego!

Mam nadzieję, że mój przepis na Kopernika z malinami (frambuesami) zasmakuje Wam tak bardzo jak mi!