Popękane ciasteczka z kakao lub karobem



Wpadłam jakiś czas temu na portalu Pinterest na ten przepis i odkąd go wypróbowałam wracam do niego bardzo często. Bo te ciasteczka są po prostu przepyszne, do tego bardzo łatwe do przygotowania, zawsze wychodzą i super wyglądają :) Do ich przygotowania używam zamiennie kakao i karobu, w obu przypadkach smakują wyśmienicie chociaż nieco inaczej (i szczerze mówiąc bardziej smakuje mi wersja z karobem). Zapraszam do wspólnego pieczenia!



Składniki:
(na około 45 ciastek)

  • 1 szklanka mąki pszennej
  • 1/2 szklanki ciemnego kakao lub karobu
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • 1/4 szklanki oleju roślinnego lub 60 g roztopionego masła
  • 3/4 szklanki cukru
  • 2 jajka
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • 3/4 szklanki cukru pudru do obtoczenia

Mąkę, kakao (lub karob), proszek i sól przesiewamy do miski. W osobnej misce miksujemy ze sobą olej (lub roztopione masło) z cukrem. Następnie dodajemy po jednym jajku, za każdym razem miksując do połączenia. Kolejno, w dwóch partiach dodajemy suche składniki i mieszamy dokładnie łyżką lub szpatułką. Ciasto zawijamy w folię spożywczą i schładzamy w lodówce przez kilka godzin lub całą noc. Po schłodzeniu z ciasta formujemy kulki o średnicy około 1,5-2 cm, obtaczamy dokładnie w cukrze pudrze i układamy w sporych odstępach na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Pieczemy przez 10 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni Celsjusza. Po upieczeniu wyjmujemy z piekarnika i zostawiamy do lekkiego wystudzenia. Przechowujemy w zamkniętym pojemniku.

Smacznego!

Maliny październikowo-listopadowe


Jak obiecałam, tak będę się bardzo starać, żeby cykl postów z inspiracjami i ciekawostkami kulinarnymi, i nie tylko, czyli Maliny, pojawiał się regularnie co dwa miesiące. I dlatego dzisiaj na frambuesowym post pełen słodkości, super książek i pięknych zdjęć i przepisów. Zapraszam do czytania i oglądania :)

Zdjęcie pochodzi z mojego profilu na instagramie

Będąc ostatnio w Krakowie zawitałam do dwóch miejsc, które już dawno chciałam odwiedzić i spróbować ich słodkości, a mianowicie do Galerii Tortów Artystycznych na ulicy Bożego Ciała oraz do Chimney Cake Bakery na św. Wawrzyńca. Już wcześniej zdarzyło mi się zjeść takiego chimney cake'a, smakował mi (wzięłam takiego z białą czekoladą i pistacjami) i uważam, że to bardzo fajna słodkość do wzięcia ze sobą na drogę, bez zbędnego rozsiadania się :) Jeśli jeszcze nie próbowaliście to koniecznie spróbujcie i dajcie znać co sądzicie.
Natomiast w Galerii Tortów Artystycznych postanowiłam zaszaleć. Kupiłam dwa makaroniki - wanilia z tonką oraz porzeczka z fiołkiem (nie dotrwały do zdjęcia). Dodatkowo wzięłam kawałek tortu o nazwie Passion oraz ciastko-półkulę Jasmine. Absolutnie zachwycił mnie makaronik porzeczkowy z fiołkiem, uważam, że to najlepszy makaronik jaki w życiu jadłam i chętnie odtworzyłabym u siebie ten smak. Bardzo smakował mi też tort Passion z marakują, malinami i białą czekoladą. Jest nie zbyt słodki, nie zbyt kwaskowaty, taki po prostu w sam raz. Poza tym uwielbiam marakuję, więc nie mógł mi nie smakować. Jeśli będziecie kiedyś w pobliżu to koniecznie sprawdźcie to miejsce.
Skoro już przy cukierniach jesteśmy to będąc niedawno w Warszawie stwierdziłam, że nie mogę nie skorzystać z okazji i nie spróbować ciastka z cukierni Lukullus. I powiem Wam, że nie zawiodłam się. Zdałam się całkowicie na gust sprzedawcy, który polecił mi ptysia z pasją. I to był najlepszy ptyś jakiego jadłam (z marakują, wiadomo, i z wanilią). Delikatnie kwaskowaty, dokładnie taki jak lubię. Teraz mam tylko jeden problem... dlaczego mieszkam tak daleko od Warszawy!?

Teraz pora na książki. Postanowiłam sobie, że ograniczę zakupy książek kulinarnych, ale moje najnowsze odkrycie (i kilka dodatkowych rabatów) mnie pokonało. I tak właśnie stałam się posiadaczką "Leksykonu smaków" napisanego przez Niki Segnit. Jest to fantastyczna książka o smakach, o połączeniach, o tym co się ze sobą dobrze łączy a co nie, kopalnia wiedzy także na temat historii pewnych kultowych połączeń smaków jak na przykład ziemniaki i pomidory (czyli frytki z ketchupem). Pozycja i do poczytania i do pomocy przy wymyślaniu nowych przepisów.
 Zdjęcie pochodzi z mojego profilu na instagramie

Kolejną książką, której oczywiście nie miałam zamiaru kupić, jest "Mikołajek i słodkie przekąski" autorstwa Alaina Ducasse'a słynnego francuskiego szefa kuchni. Kiedy ją przeglądam to się uśmiecham, bo jest ciepła, przypominająca dzieciństwo i świetna jeśli chcemy przygotować coś słodkiego co z pewnością zasmakuje dzieciom lub coś szybkiego a pysznego. 
I ostatnią książką w dzisiejszych Malinach jest książka "Smitten kitchen czyli Nowy Jork na talerzu" autorstwa Deb Perelman. Czaiłam się na nią od dawna, ale cena skutecznie mnie odstraszała i w końcu dorwałam ją na sporej promocji i jestem przeszczęśliwa, że ją mam. Pełna jest ciekawych ale jednocześnie nieprzekombinowanych przepisów, ciepłych i domowych zdjęć i całej masy ciekawych opisów do każdego z nich. Jest to bardzo dobrze przemyślana i wydana książka, piękna, ciężka, do gotowania, pieczenia ale też do czytania. Polecam ją serdecznie i zaczynam testowanie przepisów. 

Kolejną kategorią w dzisiejszych inspiracjach będą odkrycia internetowe. Na pierwszy ogień idzie odnaleziony przeze mnie niedawno profil na Instagramie o nazwie passionateaboutbaking. Przepadłam oglądając zdjęcia autorki, są tak smakowite, tak ciekawe i w raczej ciemnej kolorystyce, co ostatnio ogromnie mi się podoba na zdjęciach kulinarnych. Mam nadzieję, że ja też kiedyś będę robić tak piękne zdjęcia na bloga :) Zobaczcie koniecznie! 

I na koniec blog Domowe wypieki u Justyny i Doroty, który prowadzą siostry, uczestniczki 2. edycji mojego ulubionego Bake Off - Ale Ciacho!. Wszystko u dziewczyn jest z jednej strony takie domowe i miłe a z drugiej bardzo profesjonalne. Miło ogląda się zdjęcia przygotowywanych przez dziewczyny słodkości. Dobra robota i oby tak dalej!

Na dziś to już koniec moich odkryć i inspiracji. Koniecznie podzielcie się swoimi "Malinami" w komentarzach! 

Beza Pavlova z owocami i bitą śmietaną



Zwykle, kiedy nie mam pomysłu na to co mogłabym upiec, a potrzebuję czegoś co zawsze się sprawdzi i niezmiennie wszystkim smakuje, to stawiam właśnie na bezę Pavlova. Chrupiąca z zewnątrz, z miękkim piankowym wnętrzem, dużą ilością bitej śmietany i lekko kwaskowatymi owocami w żelu - po prostu niebo w gębie. Myślę, że z powodzeniem może pełnić rolę "guilty pleasure", jestem w stanie zjeść ogromne ilości :) 


Składniki:

Beza:
  • 6 białek
  • szczypta soli
  • 300 g cukru
  • 50 ml wrzątku
  • 1 łyżeczka octu winnego
  • 1 łyżeczka mąki ziemniaczanej

Owoce w żelu: można także wykorzystać ten przepis na frużelinę wiśniową
  • 400 g malin i borówek (świeżych lub mrożonych)
  • 3/4 szklanki cukru
  • 1 łyżeczka mąki ziemniaczanej rozpuszczona w 1 łyżce zimnej wody
  • 1 łyżeczka soku z cytryny
  • 2 łyżeczki żelatyny w proszku rozpuszczone w niewielkiej ilości gorącej wody

Krem:
  • 500 ml śmietanki kremówki 30% lub 36 %
  • 3 łyżki cukru pudru

Przygotowanie bezy:
Bezę najlepiej przygotować dzień wcześniej, tak aby mogła spokojnie wystygnąć przez noc w piekarniku.
W metalowej lub szklanej misce umieszczamy białka ze szczyptą soli i ubijamy do momentu aż będą sztywne. Następnie dodajemy po łyżce cukru, miksując po każdym dodaniu. Po dodaniu całego cukru beza powinna być sztywna i błyszcząca. Dolewamy wrzątek i szybko miksujemy do połączenia. Na samym końcu dodajemy ocet i mąkę ziemniaczaną i miksujemy do połączenia.
Na papierze do pieczenia rysujemy okrąg o średnicy około 22 cm. Masę bezową wykładamy na blaszkę wyłożoną przygotowanym papierem tak aby utworzyć okrągły bezowy blat (będzie dość wysoki). 
Bezę pieczemy w piekarniku nagrzanym do 150 stopni C przez 90 minut. Następnie wyłączamy piekarnik i zostawiamy bezę do wystygnięcia. Możemy zostawić ją na całą noc w lekko uchylonym piekarniku.

Przygotowanie owoców w żelu:
W garnuszku umieszczamy owoce i cukier, mieszamy i stawiamy na ogniu. Podgrzewamy do czasu aż cukier się całkowicie rozpuści a owoce puszczą sok. Następnie dodajemy sok z cytryny oraz mąkę ziemniaczaną, dokładnie mieszamy, doprowadzamy do wrzenia i gotujemy przez 1-2 minuty. Zdejmujemy z ognia i dodajemy żelatynę, dokładnie mieszamy, aż do całkowitego rozpuszczenia żelatyny. Odstawiamy do wystudzenia (owoce nabiorą żelowej konsystencji po wystudzeniu).

Uwaga: Bezę Pavlova najlepiej jest przełożyć kremem i owocami zaraz przed podaniem. Podczas długiego pobytu w lodówce lubi rozmiękać.

Przygotowanie kremu: 
Śmietankę kremówkę ubijamy na sztywno, pod koniec dodajemy cukier puder i dokładnie mieszamy.

Na upieczoną bezę nakładamy krem ze śmietanki kremówki a na nią owoce w żelu. Podajemy od razu.

Smacznego!


Ciasteczka dyniowe pieguski



Ciasteczka idealne na chłodne wieczory z książką czy ulubionym serialem, a także jako przekąska do kawy czy herbaty. Są delikatne, puszyste, pełne kawałków czekolady i pysznie rozgrzewające dzięki korzennym przyprawom. Ciasteczka dyniowe, które wyglądają jak pieguski, bardzo łatwo i szybko się przygotowuje, a dodatek puree z dyni sprawia, że mają piękny kolor i są wyjątkowo mięciutkie :) 


Składniki: (na około 30 ciasteczek)

  • 2 szklanki mąki pszennej
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 1 i 1/2 łyżeczki mielonego cynamonu
  • 1/2 łyżeczki mielonego imbiru lub korzeń imbiru wielkości kciuka starty na tarce o drobnych oczkach
  • 1/2 łyżeczki mielonej gałki muszkatołowej
  • 1/8 łyżeczki mielonych goździków lub 4 goździki rozgniecione w moździerzu
  • 1/8 łyżeczki soli
  • 1 szklanka brązowego cukru
  • 1/2 szklanki oleju roślinnego
  • 1 duże jajko
  • 1 szklanka puree z dyni* (czym gęstsze tym lepsze, moim zdaniem najlepsze z dyni hokkaido)
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • 100 g czekolady mlecznej
  • 100 g czekolady gorzkiej

Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni z termoobiegiem. Płaską dużą foremkę wykładamy papierem do pieczenia.
Do miski przesiewamy mąkę, proszek do pieczenia, sodę oczyszczoną, cynamon, imbir, gałkę muszkatołową, goździki i sól.
W osobnej misce umieszczamy cukier z olejem i miksujemy do połączenia. Następnie dodajemy jajko i znowu miksujemy. Kolejno dodajemy puree i ekstrakt z wanilii i miksujemy do połączenia. Następnie dodajemy partiami suche składniki dokładnie mieszając po każdym dodaniu. 
Obie czekolady siekamy w drobną kostkę, mniej więcej o wymiarach 3 mm x 3 mm. Czekoladę dodajemy do ciasta i dokładnie mieszamy. 
Na foremkę wyłożoną papierem do pieczenia wykładamy po łyżce ciasta formując w miarę regularne kształty i zostawiając nieco miejsca pomiędzy ciastkami, trochę urosną.
Pieczemy przez 15-18 minut. Wyjmujemy z piekarnika, odstawiamy do wystudzenia.
Przechowujemy w zamkniętym pojemniku.

Smacznego!

* Puree z dyni można przygotować na dwa sposoby. Pokrojoną w plastry dynię razem ze skórką piec w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez około 60 minut lub obraną ze skórki i pokrojoną w grubą kostkę dynię zagotować do miękkości (ale nie do rozpadnięcia się dyni). Po upieczeniu obieramy dynię ze skórki i miksujemy na gładkie puree. Natomiast dynię po ugotowaniu odcedzamy i również miksujemy na gładkie puree. Dynia hokkaido świetnie nadaje się na puree, ponieważ jest mocno pomarańczowa, a puree z niej wychodzi bardzo kremowe ale także odpowiednio zbite.

Domowa chałka



Myślę, że nie ma nic przyjemniejszego niż zapach świeżego pieczywa:) Kiedy rozchodzi się po domu, wszyscy nagle zbiegają się do kuchni pytając kiedy będą mogli spróbować. I tak właśnie jest w przypadku tej chałki, trudno jest zachować ją do wystudzenia, bo znika jeszcze ciepła. Jest trochę pracochłonna, ale uwierzcie mi - warto! Wzorowałam się na proporcjach i poradach znalezionych w książce "Chleb" Jeffreya Hamelmana, o której pisałam tutaj


Składniki: (na 2 chałki)

  • 300 g mąki pszennej chlebowej (typ 650)
  • 150 g mąki wysokoglutenowej (typ 500 lub niższy)
  • 37 g cukru (2,5 łyżki)
  • 2 żółtka
  • 1 jajko 
  • 35 g oleju roślinnego
  • 145 g ciepłej wody
  • 8 g soli
  • 15 g świeżych drożdży
  • 1 jajko do posmarowania chałki

Wszystkie składniki umieszczamy w misce i energicznymi ruchami wyrabiamy ciasto aż stanie się elastyczne i będzie łatwo odchodzić od ręki. Należy poświęcić na wyrabianie minimum 15 minut. Ja po wstępnym wyrobieniu ciasta, kiedy jest jeszcze mocno klejące, delikatnie oprószam mąką dłoń, żeby pozbyć się przyklejonego do niej ciasta i dalej wyrabiam, aż ciasto stanie się sprężyste. 
Gotowe ciasto przykrywamy ściereczką i pozostawiamy w ciepłym miejscu do wyrośnięcia przez około 2 godziny lub do podwojenia objętości. Kiedy ciasto już wyrośnie krótko je wyrabiamy a następnie dzielimy na 2 części. Każdą z tych części dzielimy na 3 części i formujemy z nich dość długie wałeczki (około 30-35 cm). Kolejno łączymy ze sobą z jednej strony końce 3 wałeczków i zaplatamy warkocz. Sklejone końcówki podwijamy delikatnie pod spód, żeby chałka miała ładny, regularny kształt. Tak samo postępujemy z drugą połową ciasta. Gotowe chałki odkładamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia i odstawiamy na około 1,5 godziny do wyrośnięcia (powinny prawie podwoić swoją objętość). Wyrośnięte chałki smarujemy dokładnie rozkłóconym jajkiem. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 190 stopni przez 20 minut. Po upieczeniu wyjmujemy z piekarnika i odstawiamy do wystudzenia.

Smacznego!

Polecam spróbować chałki z konfiturą pomarańczową lub pomarańczowo-dyniową. Smakuje wybornie!

Sernik limonkowy



Jeśli jesteście fanami cytrusów to ten sernik z pewnością przypadnie Wam do gustu (ja jestem ogromną fanką wszystkiego co cytrusowe, a już perfum w szczególności). Jest mocno limonkowy i prawdziwie orzeźwiający. Sprawdzi się zarówno latem jak i zimą. Poza tym jest niesamowicie gładki i kremowy i od razu przywodzi na myśl wakacje! 


Składniki: (na tortownicę o średnicy 24 cm)

Spód:
  • 3 batoniki Princessa zebra
  • 3 batoniki Góralki nagie kakaowe (zamiast batoników świetnie sprawdzi się 200 g herbatników kakaowych z kremem kakaowym lub czekoladowym)
  • 100 g roztopionego masła

Masa serowa:
  • 1 kg twarogu tłustego lub półtłustego (zmielonego przynajmniej trzykrotnie lub zblendowanego na gładko)
  • 200 g cukru
  • 4 jajka
  • 125 ml śmietanki kremówki
  • sok i skórka z 3 limonek

Przygotowanie spodu:
Batoniki (lub herbatniki) miksujemy aż osiągniemy konsystencję piasku (możemy też umieścić w woreczku i uderzać wałkiem aż do czasu całkowitego rozdrobnienia). Dodajemy roztopione masło i dokładnie mieszamy. Gotowy spód wykładamy na dno tortownicy o średnicy 24 cm wyłożonej papierem do pieczenia (ja czasami papier do pieczenia pomijam, jeśli wiem, że forma jest nieprzywierająca i łatwo będzie wykrawać kawałki ciasta), lekko dociskamy i schładzamy w lodówce przez minimum 30 minut. 

Przygotowanie masy serowej:
Ser blendujemy do gładkości, następnie dodajemy cukier i miksujemy do dokładnego połączenia. Kolejno dodajemy po 1 jajku, dokładnie miksując po każdym dodaniu. Następnie wlewamy śmietankę kremówkę i znów dokładnie miksujemy. Na koniec dodajemy wyciśnięty z limonek sok oraz startą skórkę i dokładnie miksujemy. 

Piekarnik nagrzewamy do 150 stopni. Na spodzie piekarnika umieszczamy blaszkę wypełnioną wodą, dzięki temu sernik nie wyschnie podczas pieczenia.

Gotową masę serową wylewamy na schłodzony spód, ewentualne nierówności wyrównujemy. 

Pieczemy przez 60-70 minut. Sernik powinien być ścięty ale lekko galaretowaty na środku. Studzimy w uchylonym piekarniku a następnie przez całą noc w lodówce.

Smacznego!

Pudding ryżowy z musem malinowym

Ten przepis znalazła moja siostra w książce Nigelli Lawson "Nigella gryzie". Nie mam pojęcia dlaczego ten pudding jest tak pyszny, ale to fakt, jest po prostu nieziemsko pyszny. Dokładnie tak jak pisze Nigella: w sam raz na gorsze dni. Przedstawiam Wam tutaj przepis według mojej modyfikacji, z dodatkiem kwaskowatego musu z malin, który świetnie balansuje słodycz puddingu. Spróbujcie raz a gwarantuję, że będziecie przygotowywać go bardzo często :)

UWAGI: Nie próbowałam, ale według mnie można mleko krowie zastąpić mlekiem roślinnym.

Składniki: (na 2 porcje)

Pudding ryżowy:

  • 1 czubata łyżka masła
  • 3 łyżki cukru
  • 4 czubate łyżki ryżu do risotto (ja używam arborio)
  • 750 - 850 ml mleka (zacznijcie od 750 ml, ale może być potrzebne więcej, zależy to od tego ile mleka wchłonie ryż)
  • 1/2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
  • 2 łyżki śmietanki kremówki

Mus malinowy:

  • 200 g malin
  • 1,5 łyżki cukru

Przygotowanie puddingu:
Mleko podgrzewamy, żeby było ciepłe ale nie wrzące. Na patelni rozpuszczamy masło z cukrem. Kiedy delikatnie się zezłoci wsypujemy ryż i dokładnie mieszamy. Następnie partiami dolewamy mleko (u mnie zwykle 5-6 razy) ciągle mieszając. Kolejną partię mleka dolewamy dopiero kiedy poprzednia została całkowicie wchłonięta przez ryż. Jest to dosyć pracochłonne zadanie, ale uwierzcie, że warto :) Po około 30 minutach sprawdzamy czy ryż jest już całkowicie ugotowany i miękki, jeśli nie gotujemy dalej, dolewając tyle mleka ile potrzeba (mnie zwykle ten proces zajmuje około 50 minut). Kiedy ryż jest już gotowy, zdejmujemy pudding z ognia, dodajemy ekstrakt waniliowy i dokładnie mieszamy a następnie dodajemy śmietankę kremówkę i dokładnie mieszamy.

Przygotowanie musu malinowego:
W trakcie przygotowywania puddingu możemy przygotować mus. Do rondelka wrzucamy maliny i cukier, podgrzewamy na małym ogniu do czasu aż maliny puszczą sok i się rozpadną. Mus przecieramy przez sitko, żeby pozbyć się pestek (lub nie, jeśli lubimy pestki) i umieszczamy znowu w rondelku. Podgrzewamy na małym ogniu do odparowania nadmiaru wody, tak, żeby mus zrobił się gęsty.

Podanie:
Na talerz lub do misek nakładamy pudding. Na wierzchu układamy mus malinowy. Podajemy jeszcze ciepły lub zimny (obie wersje są pyszne).

Smacznego!