Maliny kwietniowo - majowo - czerwcowe



Przychodzę do Was dzisiaj z kolejną porcją inspiracji. Będzie troszkę już wakacyjnie, będzie coś do poczytania, będzie mój "ogródek warzywny" i będą moje nowe naczynia i gadżety kuchenne :)

1. Jak to dobrze, że tak rzadko bywam w księgarniach, kupiłabym więcej książek niż potrzebuję i więcej niż mnie stać... Ale skoro już w jednej byłam ostatnio to postanowiłam kupić książkę "Chleb" Jeffreya Hamelmana. Książka jest fantastyczna, opisane jest dosłownie wszystko na temat chleba i pieczywa. Zaczynam eksperymenty z chlebem na poważnie, spodziewajcie się relacji na blogu!

2. Skoro już przy książkach jesteśmy to muszę się Wam pochwalić, że dostałam od mojego Narzeczonego książkę "Jak gotować" Marii Disslowej. Nią też jestem zachwycona, przeglądam ją w poszukiwaniu ciekawych wskazówek i przepisów i ciągle żałuję, że mam tak niewiele czasu na czytanie książek o gotowaniu... 

3. A na wieczorze panieńskim dostałam książkę "Kuchnia pełna afrodyzjaków" :) Liczę, że to co tam jest napisane to prawda :) Jeśli szukacie pomysłu na prezent dla koleżanki planującej ślub to ta książka jest świetną opcją, mnie się bardzo podoba :)


4. A teraz absolutny hit jedzeniowy! Wybrałyśmy się z moimi siostrami na kolację do restauracji Nolio w Krakowie. Całkiem przepadłyśmy! Jedzenie było wyśmienite, zgodnie stwierdziłyśmy, że raviolo było najlepsze z najlepszych. Już się nie możemy doczekać kiedy będziemy miały okazję wpaść tam znowu :) Jeśli poszukujecie naprawdę pysznego włoskiego jedzenia to sprawdźcie koniecznie Nolio, jest tak, że palce lizać!


5. Polecałam w ostatnich Malinach Smooth the fruit. Tym razem też polecę, za smoothie z masłem orzechowym. Od niedawna jest moim numerem jeden wśród smoothies :)


6. Wakacje, upały i słońce. Do pełni szczęścia potrzebne są tylko lody! Jeśli jeszcze nie mieliście okazji spróbować tradycyjnych lodów w Nowym Targu to koniecznie się wybierzcie. Smaki są zwykle bardzo powiedziałabym konserwatywne, ale to jest zdecydowana zaleta. Tak pysznych lodów truskawkowych, śmietankowych czy bananowych nie je się często.


7. Miałam Wam się pochwalić tym jak mi idzie ogrodnictwo. No cóż, szału nie ma, ale cukinie i dynie kwitną, więc jest nadzieja na owoce! Postanowiłam też, że zioła wyhoduję w donicach, jestem strasznie podekscytowana malutkimi bazylkami, wyglądają słodko, prawda?


8. Polowałam od jakiegoś czasu na naczynia do zapiekania i w końcu upolowałam cały zestaw. Co prawda ramekiny mam, ale zawsze przydadzą się nowe :) Kupiłam je na Westwing. Na przesyłkę czeka się dość długo, bo około 3 tygodni, ale wszystko przychodzi elegancko zapakowane. Jestem z nich bardzo zadowolona, no i lubię mieć komplety :)


9. Tyle naoglądałam się temperowania czekolady w Bake off - Ale ciacho!, że w końcu i ja postanowiłam wyposażyć swoją kuchnię w termometr cukierniczy. Co prawda mam już jeden, ale rtęciowy i on nie do końca nadaje się do takich pomiarów jak przy temperowaniu czekolady. Ten ze zdjęcia kupiłam na Allegro za około 10 zł.


10. Podczas wycinania pierogów lub scones zawsze męczę się ze szklanką, bo nie mam okrągłej foremki, aż w końcu powiedziałam dość i kupiłam sobie zestaw okrągłych foremek w 3 rozmiarach z wygodnymi rączkami. Trafiłam na nie zupełnie przypadkowo w jakimś sklepie z drobnym AGD. Kosztowały koło 6 zł i naprawdę nie wiem czemu nie kupiłam ich wcześniej...

I to by było na tyle moich odkryć i inspiracji. Które z nich podobają się Wam najbardziej? Macie jakieś swoje skarby? Koniecznie podzielcie się ze mną w komentarzu! 

Do następnych Malin, a wcześniej, do następnych smakowitych przepisów!

Lemoniada truskawkowa z syropem z kwiatów czarnego bzu


Lato w pełni, sezon na truskawki (i upały) też, a w takich okolicznościach popijanie lemoniady sprawia, że czujemy się orzeźwieni i tak jakbyśmy byli na wakacjach :) Proponuję Wam dzisiaj lemoniadę truskawkową, do której dodałam syrop z kwiatów czarnego bzu z tego przepisu. Lemoniada jest pięknie czerwona, aromatyczna dzięki truskawkom i kwiatom czarnego bzu i bardzo orzeźwiająca. Od dziś stały gość wakacyjny na moim stole :)


Składniki: (na 3-4 porcje)

  • 500 g truskawek, bez szypułek
  • sok z 1 cytryny
  • 500 ml wody mineralnej (ja używam wody z kranu, mam to szczęście, że jest źródlana)
  • 2 łyżki cukru
  • 3 łyżki syropu z kwiatów czarnego bzu

W blenderze miksujemy ze sobą truskawki bez szypułek, sok z cytryny, wodę, cukier i syrop z kwiatów czarnego bzu. Miksujemy do czasu aż lemoniada będzie gładka.
Możemy ją następnie schłodzić w lodówce lub podawać z kostkami lodu.
Najlepiej smakuje dobrze schłodzona.

Smacznego! 


Syrop z kwiatów czarnego bzu



Strasznie ostatnio jestem zalatana ale powiedziałam sobie, że po prostu muszę w tym roku zrobić syrop z kwiatów czarnego bzu. Uwielbiam go, jest ciekawy w smaku i świetnie nadaje się do letnich lemoniad! Przepis w sam raz na upały :) W niektórych częściach Polski czarny bez mógł już przekwitnąć, na Podhalu dopiero co zaczął kwitnąć także czasu jest jeszcze trochę :)


Składniki:

  • około 60 baldachów dobrze rozkwitniętych kwiatów czarnego bzu
  • 1,5 l wody
  • 1,5 kg cukru
  • sok z 1,5 cytryny lub z 1 pomarańczy

Zebrane baldachy rozkładamy na papierze, żeby wyszły z nich wszystkie żyjątka. W tym czasie przygotowujemy syrop. W garnku umieszczamy cukier, wodę i sok z cytryny lub pomarańczy i doprowadzamy do wrzenia. Do miski przekładamy kwiaty czarnego bzu obcinając nożyczkami łodyżki. Bardzo ważne jest aby w syropie było jak najmniej łodyżek gdyż dodają do niego goryczki, a podobno są nawet toksyczne. Tak przygotowane kwiaty zalewamy wrzącym syropem i dokładnie mieszamy. Syrop odstawiamy w ciemne i chłodne miejsce na 3-4 dni co jakiś czas mieszając. Po tym czasie syrop odcedzamy od kwiatów za pomocą sitka a następnie podgrzewamy do wrzenia i gorący przelewamy do czystych butelek. Butelki delikatnie obracamy do góry nogami i tak odstawiamy, przykrywając kocem na 24 godziny. Po tym czasie syrop jest już gotowy i zapasteryzowany.

Syrop świetnie smakuje z wodą, jako dodatek do napojów i deserów, ja lubię go też do czarnej herbaty :)

Smacznego!

Wzorowałam się na przepisie Ani na syrop z kwiatów czarnego bzu.


Mini pavlova z kremem owocowym i mascarpone

Jak wiecie namiętnie oglądałam drugi sezon Bake Off- Ale ciacho! i postanowiłam nareszcie sama zmierzyć się z przepisem Krzysztofa Ilnickiego i sprawdzić czy podołam :) Wybór padł na Bufetową Pawłową. Uwielbiam bezy i uwielbiam kremy owocowe, więc nie mogło być inaczej. Oryginalny przepis znajdziecie tutaj, ja wprowadziłam troszkę zmian, tak, żeby móc z przepisu korzystać częściej, nie głowiąc się nad wykonaniem :) Jak jury oceniłoby moje wypieki nie wiem, ale wiem, że wszyscy, którzy próbowali byli zachwyceni! 


Składniki: na około 45 szt.

Beza:
  • 195 g białek (około 5 białek)
  • 1 łyżeczka octu z białego wina
  • 360 g cukru
  • 45 g wrzątku

Masa żelatynowa:
  • 10 g żelatyny w proszku
  • 50 g wody

Crème diplomat:
  • 120 g malin
  • 120 g czarnych porzeczek
  • 120 g jagód
  • 40 g śmietanki 36%
  • 30 g cukru
  • 30 g żółtek (1,5-2 żółtek)
  • 10 g skrobi kukurydzianej
  • 10 g masy żelatynowej
  • 185 g śmietanki 36%

Krem mascarpone:
  • 300 g śmietanki 36%
  • 1 laska wanilii lub 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • 55 g cukru
  • 22 g masy żelatynowej
  • 350 g serka mascarpone

Przygotowanie bezy:
W misce (najlepiej stalowej, bez osadów tłuszczu i suchej) umieszczamy białka. Ubijamy je aż do osiągnięcia "sztywnych czubków". Następnie dodajemy po łyżce cukru, po każdym dodaniu dokładnie miksując. Po dodaniu całego cukru beza powinna być gęsta i błyszcząca. Dodajemy ocet i miksujemy do połączenia. Na koniec wlewamy wrzątek i miksujemy jeszcze przez kilka minut, aż beza stanie się gładka, błyszcząca i sztywna. Bezę przenosimy do worka cukierniczego z okrągłą tylką. Na blachę wyłożoną papierem do pieczenia wyciskamy bezy o średnicy około 3-4 cm, tworząc na górze rant, coś na kształt gniazdka. Możemy do tego celu użyć metalowego ringu, wtedy bezy będą miały identyczne kształty. Ja, z braku ringu, postanowiłam wycisnąć bezy tak po prostu :) Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 110 stopni z termoobiegiem. (Niestety mój piekarnik przy uchylonych drzwiach się wyłącza, więc piekłam po prostu z zamkniętymi drzwiczkami). Pieczemy przez około 60 min.
Gotowe mini pavlove powinny być chrupiące z zewnątrz i mięciutkie, piankowe w środku.

Przygotowanie masy żelatynowej:
Żelatynę zalewamy zimną wodą, odczekujemy aż napęcznieje. Następnie, zaraz przed użyciem, podgrzewamy ją do upłynnienia w mikrofalówce lub w garnuszku, ale bardzo delikatnie, żeby nie zawrzała, ponieważ straci swoje właściwości żelujące. 

Przygotowanie crème diplomat:
Maliny, czarną porzeczkę i jagody podgrzewamy w garnuszku aż się rozpadną, następnie przecieramy przez sitko, będziemy potrzebować 195 g purée. W garnuszku umieszczamy przetarte przez sitko purée oraz 40 g śmietanki, podgrzewamy do wrzenia. W osobnym garnuszku miksujemy ze sobą żółtka, cukier oraz skrobię kukurydzianą na gładką pastę. Do wrzącej śmietanki z purée dodajemy pastę żółtkową i ciągle mieszając podgrzewamy, do osiągnięcia konsystencji budyniu. Zdejmujemy z ognia, dodajemy 10 g upłynnionej masy żelatynowej i dokładnie mieszamy. Przykrywamy wierzch folią spożywczą, tak, żeby przylegała do powierzchni kremu i odstawiamy do wystygnięcia. Kiedy budyń jest już zimny, w osobnej misce ubijamy 185 g śmietanki kremówki na sztywno a następnie delikatnie łączymy z budyniem, mieszając aż do połączenia.

Przygotowanie kremu mascarpone:
W garnuszku gotujemy połowę śmietanki z wanilią i cukrem. Zdejmujemy z ognia i dodajemy 22 g upłynnionej masy żelatynowej oraz resztę śmietanki i dokładnie mieszamy. Odstawiamy do wystudzenia a następnie schładzamy w lodówce aż do osiągnięcia 5 stopni (mniej więcej wtedy kiedy śmietanka osiągnie temperaturę panującą na górnej półce w lodówce). Następnie schłodzoną śmietankę ubijamy razem z serkiem mascarpone aż krem się usztywni. 

Złożenie:
Bezy napełniamy crème diplomat, najwygodniej przy użyciu rękawa cukierniczego. Na wierzch nakładamy kremu mascarpone (też najwygodniej przy użyciu rękawa). Ozdabiamy owocami (ja postanowiłam ozdobić tylko malinami :)).

Bezy najlepiej jest wypełniać kremami zaraz przed podaniem, ponieważ później lubią rozmiękać. Więc jeśli nie chcecie podawać od razu wszystkich bez, możecie przechowywać kremy już nałożone do rękawów w lodówce i składać bezy wtedy, kiedy będziecie chcieli je podać :)
W moim wydaniu bezy są bez sosu malinowego w pipetach, wiadomo, z braku pipet :P
Dajcie znać, czy lubicie takie bardziej skomplikowane przepisy i czy próbowaliście może jakichś innych z Bake Off? :)

Smacznego!


Ziołowe warkocze drożdżowe

Maj nareszcie zaczął nas nieco bardziej rozpieszczać promieniami słońca, a to świetna okazja na piknik lub po prostu kolację albo podwieczorek na świeżym powietrzu :) Plecione warkocze drożdżowe, z dużą ilością ziół, smakują bardzo letnio i wakacyjnie, więc jeśli pogoda stanie się kapryśna, z powodzeniem przeniosą Was w cieplejsze rejony. Są super na wspólny stół, kawałki można z łatwością odrywać :) 


Składniki: na 4 warkocze

Ciasto:

  • 25 g świeżych drożdży
  • 1 szklanka ciepłego mleka
  • 100 g masła
  • łyżeczka soli
  • łyżka cukru
  • 400 g mąki pszennej

Nadzienie:

  • 6 łyżek oliwy z oliwek
  • łyżeczka oregano
  • łyżeczka tymianku
  • pół łyżeczki papryki słodkiej w proszku
  • sól i pieprz

Drożdże rozpuszczamy w misce w ciepłym mleku. Następnie dodajemy roztopione masło, sól i cukier. Dosypujemy mąkę, cały czas wyrabiając ciasto, aż będzie elastyczne, ale nadal dosyć luźne. Być może będzie potrzeba nieco mniej lub nieco więcej mąki, Kiedy ciasto będzie już wyrobione, wkładamy je do miski, przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce na 30-60 minut, aż podwoi swoją objętość. 
W szklance mieszamy ze sobą wszystkie składniki na nadzienie.
Wyrośnięte ciasto dzielimy na 4 równe części. Każdą z części dzielimy na 3 równe części i z każdej z nich formujemy wałeczek o długości około 20 cm, Każdy z wałeczków smarujemy nadzieniem (najwygodniej robić to pędzelkiem). Trzy wałeczki łączymy ze sobą z jednej strony, tak, żeby się nie rozklejały, i zaplatamy warkocz, który łączymy w jednym miejscu na końcu. Tak samo postępujemy z pozostałymi częściami. Gotowe warkocze układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia, w sporych odstępach od siebie. Odkładamy w ciepłe miejsce na około 30 minut. Po tym czasie pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni Celsjusza przez około 15 minut. 

Smacznego!

Sernik z palonym masłem


Wpadłam ostatnio na przepis na sernik z palonym masłem na blogu Ani. Odkąd jadłam najlepsze w swoim życiu lody waniliowe z palonym masłem, wszystko, co zawiera palone masło sprawia, że od razu mam ochotę to zjeść :) Postanowiłam więc sięgnąć po przepis na sernik z palonym masłem Kukbuka, stosując jednak kilka modyfikacji. Użyłam twarogu zamiast serka Philadelphia, przez co sernik jest bardziej zbity, mnie jednak to nie przeszkadza, uwielbiam go :)


Składniki: (na tortownicę o średnicy 28 cm)

Spód ciasta:

  • 2/3 kostki masła
  • 2 szklanki bułki tartej
  • 2 łyżki cukru
  • szczypta soli

Masa serowa:

  • 1 i 1/2 kostki masła
  • 1 szklanka cukru
  • 1 kg twarogu (tłustego lub półtłustego) zmielonego przynajmniej dwukrotnie
  • 8 jajek
  • 100 ml śmietanki kremówki

Przygotowanie spodu ciasta:
Masło topimy, następnie dodajemy bułkę tartą, cukier i sól. Dokładnie mieszamy i smażymy przez chwilę, aż bułka się nieco zarumieni. Uważamy, żeby się nie przypaliła. Wykładamy równomiernie bułkę na spód tortownicy, dociskamy i wkładamy do lodówki, do lekkiego schłodzenia.

Przygotowanie masy serowej:
Masło umieszczamy w rondlu, stawiamy na ogniu i topimy. Kiedy zacznie się pienić, mieszamy i dalej smażymy, od czasu do czasu mieszając, aż masło będzie miało dosyć intensywny brązowy kolor. Cały czas czuwamy przy smażeniu, żeby masła nie spalić. Gotowe, będzie miało drobne brązowe kropki. Odstawiamy do wystygnięcia. 
Kiedy masło jest już letnie, do osobnej miski wsypujemy cukier, dodajemy masło i miksujemy do połączenia. Dodajemy zmielony twaróg, jajka i śmietankę kremówkę i miksujemy, do czasu aż masa będzie jednolita. (Ja miksuję niezmielony twaróg razem ze śmietanką i jajkami w Thermomixie, wychodzi idealnie gładki). Gotową masę serową wylewamy na schłodzony spód. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 150 stopni, grzanie góra-dół, przez około 70 - 90 minut. 
Następnie pozostawiamy w uchylonym piekarniku do przestygnięcia a później chłodzimy w lodówce, najlepiej przez całą noc.

Smacznego!

Domowe hamburgery

Każdy kto jadł domowego burgera wie, że nic tak dobrze nie smakuje :) Sezon grillowy się zbliża więc koniecznie wypróbujcie ten przepis, bo hamburgery z grilla są jeszcze lepsze! Cała rodzina za nimi przepada, a dla mnie to najlepsza rekomendacja :)



Składniki: na 9 sztuk

  • 500 g mielonej wołowiny (antrykot sprawdza się rewelacyjnie)
  • 2 małe cebulki szalotki
  • 1 łyżeczka musztardy Dijon
  • garść bułki tartej
  • 250 g boczku 
  • kilka liści sałaty
  • 2 pomidory
  • około 100 g korniszonów
  • 120 g żółtego sera (zdecydowanie najlepszy jest cheddar, ale inne też się dobrze sprawdzają)
  • 9 bułek do hamburgerów
  • sól i pieprz

Sos:

  • 1 szklanka majonezu
  • sok z połowy pomarańczy
  • sól i pieprz

Mięso na hamburgery najlepiej kupić 2-3 dni wcześniej i zostawić w lodówce, żeby trochę poleżakowało. 
Dzień wcześniej umieszczamy wołowinę w misce, dodajemy drobno posiekaną szalotkę, musztardę oraz sól i pieprz i wszystko dokładnie mieszamy, najlepiej dłonią. Możemy dodać odrobinę bułki tartej, jeśli mięso jest zbyt wilgotne. Z tak przygotowanego mięsa formujemy 9 kotletów, cienkich, o grubości około 4-5 mm. Układamy na desce, szczelnie zawijamy folią i odstawiamy do lodówki. (Kotlety możemy przygotować w ten sam dzień, jednak przygotowane wcześniej smakują o wiele lepiej).
Bułki do hamburgerów przecinamy na pół, układamy na blaszce do pieczenia wewnętrzną stroną do góry. Bezpośrednio przed składaniem hamburgerów podpiekamy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez około 5 minut.
Majonez mieszamy dokładnie z sokiem z pomarańczy, aż powstanie gładki sos. Solimy i pieprzymy do smaku.
Pomidory i korniszony kroimy w plastry.
Plastry boczku smażymy na suchej patelni, z obu stron, tak aby stały się chrupiące. Odstawiamy.
Ser kroimy w cienkie plastry.
Na patelni grillowej z niewielką ilością oleju smażymy kotlety z każdej strony po około 3-4 minuty (zależy to też od tego jak bardzo wysmażone lubicie). Na około 2 minuty przed końcem smażenia, na wierzchu, układamy plastry sera. Jeśli nie chce się szybko roztopić, przykrywamy na pół minuty patelnię pokrywką. 

Składanie hamburgerów:
Na obie połówki podpieczonej bułki wykładamy po łyżeczce sosu i rozsmarowujemy. Na spód kładziemy liść sałaty, na to kotlet z serem u góry, następnie 2 plasterki boczku, odrobinę sosu, plaster pomidora i kilka plasterków korniszonów, przykrywamy drugą połówką bułki.

Bułki, boczek i kotlety można przygotować na grillu. 

Smacznego!