Sernik z białą czekoladą i musem malinowym

Ku mojej ogromnej radości na krzaczkach w ogrodzie nareszcie pojawiły się maliny! Dobrze wiecie, że je uwielbiam (zresztą sama nazwa bloga to zdradza :)) dlatego nie mogłam przejść obok nich obojętnie, uzbierałam ile się dało i postanowiłam zrobić sernik na zimno z musem z malin. Wszyscy jedzący zgodnie orzekli, że połączenie jest idealne, zatem - koniecznie spróbujcie!

Składniki: (na blaszkę o wymiarach 20 cm x 30 cm)

Sernik:

  • 500 g twarogu tłustego lub półtłustego
  • 180 g białej czekolady
  • 200 ml śmietanki kremówki
  • 1 łyżka żelatyny rozpuszczona w 2-3 łyżkach wrzącej wody
  • 2 łyżki cukru pudru

Mus malinowy:
  • 500 g malin (300 g + 200 g)
  • 250 ml śmietanki kremówki
  • 1 łyżka żelatyny rozpuszczona w 2-3 łyżkach wrzącej wody
  • 1/3 szklanki cukru

Białą czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej: pokruszoną czekoladę umieszczamy w misce położonej na garnku, w którym gotuje się woda.
Twaróg powinien być dwukrotnie lub najlepiej trzykrotnie zmielony. Ja jednak robię to w ten sposób, że umieszczam w robocie kuchennym cały twaróg ze śmietanką i miksuję do uzyskania gładkiej masy. Jeśli mielicie twaróg to następnie zmiksujcie go ze śmietanką, efekt powinien być taki sam.
Następnie dodajemy rozpuszczoną czekoladę i cukier puder. Dokładnie miksujemy, żeby powstała gładka masa bez grudek. Rozpuszczoną żelatynę stopniowo łączymy z masą serową: do żelatyny dodajemy kilka łyżek masy i dokładnie mieszamy, tak przygotowaną mieszankę łączymy z resztą masy serowej DOKŁADNIE mieszając. Wylewamy masę do foremki, wygładzamy powierzchnię i wkładamy na minimum 2 godziny do lodówki.

W tym czasie przygotowujemy mus. 300 g malin z cukrem podgrzewamy w rondelku aż cukier się rozpuści a maliny rozpadną, zdejmujemy z ognia i dokładnie przecieramy przez sitko, żeby pozbyć się pestek, które wyrzucamy. Uzyskane puree malinowe stawiamy na ogniu i doprowadzamy do wrzenia. Zdejmujemy z ognia i łączymy z rozpuszczoną żelatyną dokładnie mieszając. Ważne jest to, żeby nie trzymać wtedy puree na ogniu, ponieważ żelatyna jeśli wrze to traci swoje właściwości żelujące. Odstawiamy do całkowitego wystudzenia.

Kiedy już masa serowa nieco stężała i możemy wykładać na nią mus, ubijamy śmietanką kremówkę na sztywno, następnie po łyżce dodajemy puree malinowe dokładnie, ale delikatnie, mieszając po każdym dodaniu. Nie należy tego robić mikserem tylko łyżką, żeby nie zniszczyć "musowej" konsystencji. Gotowy mus wykładamy na stężałą masę serową i wyrównujemy. Na wierzchu wykładamy pozostałe 200 g malin. Sernik wkładamy do lodówki na kilka godzin, tak aby wszystko dobrze stężało, a najlepiej na całą noc.

Smacznego!

P.S.1 Sernik jest tak pyszny, że najchętniej robiłabym go na okrągło :)
P.S.2 Jeśli macie ochotę na więcej słodkości z malinami koniecznie spróbujcie Ciasta z malinami i bezową pianką oraz Malinowego koktajlu :)



Tymiankowe udka z kurczaka z grillowanymi morelami


Na zewnątrz zrobiło się o wiele chłodniej i od razu przyszła mi ochota na coś konkretnego na obiad. Dzisiejsze danie świetnie nadaje się również na kolację, a także na grilla :) Zainspirował mnie przepis na kurczaka z tymiankiem i pigwowcem w ostatnim Kukbuku, a że ja po prostu uwielbiam tymianek    (i rozmaryn też! ale o tym innym razem :) ) to nie mogłam się oprzeć, żeby nie pokombinować :)             
Z morelami smakuje wyśmienicie! Pieczcie i grillujcie, póki jeszcze czas :)

Składniki: (dla 2-3 osób)
  • 3 małe lub 2 duże udka z kurczaka
  • 4 łyżki oliwy z oliwek
  • 6 gałązek tymianku
  • sól i pieprz
  • 6 moreli

Udka z kurczaka solimy i pieprzymy, nacieramy gałązkami tymianku (gałązki zostawiamy w marynacie) i polewamy oliwą z oliwek. Przykrywamy i wkładamy do lodówki na minimum 2 godziny. Po tym czasie nagrzewamy piekarnik do 170 stopni, umieszczamy udka razem z marynatą w naczyniu żaroodpornym i pieczemy przez godzinę. Następnie zdejmujemy przykrywkę z naczynia i pieczemy jeszcze 30 minut, co 10 minut polewając udka sokami, które się z niego wydzieliły. Na 10 minut przed końcem pieczenia kroimy morele na pół, pozbywamy się pestek i smażymy z obu stron na patelni grillowej.
Gotowego kurczaka podajemy z grillowanymi połówkami moreli.

Smacznego!

P.S. Zamiast ostatnich 20 minut pieczenia udek w piekarniku, możemy je przypiec na grillu. Morele również świetnie sprawdzą się z grilla zamiast z patelni :)

Maliny czerwcowo-lipcowe


Cześć! 
Przybywam z kolejną porcją inspiracji i ciekawostek z minionych miesięcy. Letnie dni płyną bardzo szybko i nieco leniwie, dlatego Malin jest niewiele ale za to jakie różnorodne!

1. Moje ostatnie odkrycie to strona Open culture. Jestem absolutnie zafascynowana tym co można tam znaleźć i to zupełnie za darmo :) Pobrałam sobie już audiobooka "Ania z Zielonego Wzgórza", naturalnie po angielsku i słucham w samochodzie. Przenoszę się z nią do dzieciństwa a trzygodzinna podróż mija mi w okamgnieniu. Mam też na oku kurs Science & Cooking prowadzony na Harvardzie, jak tylko znajdę chwilkę z pewnością go posłucham, bo wygląda bardzo zachęcająco.

2. Wiem, że pewnie jestem sporo opóźniona bo dopiero w lipcu odkryłam feedly, czyli absolutnie rewolucyjny sposób na przeglądanie wszystkich swoich ulubionych stron i blogów w jednym miejscu. Stworzyłam kilka kategorii, w których mam moje ulubione strony i dzięki temu jestem ze wszystkim na bieżąco i nie muszę biegać po różnych stronach. Naprawdę nie wiem jak mogłam wcześniej bez tego funkcjonować :) Jeśli jeszcze nie korzystacie - spróbujcie koniecznie! A jeśli znacie lepszą metodę na organizację ulubionych stron - dajcie mi znać w komentarzu.

3. Na jednym z moich ulubionych blogów, Styledigger, pojawił się ostatnio cykl postów o weselach. O strojach oraz o tym, czego nie robić, żeby nie zepsuć Młodej Parze szczególnego dnia. Szczerze polecam przeczytać - bardzo trafne spostrzeżenia i cenne uwagi :) Linki do postów: Gdzie kupić sukienkę na wesele, 8 rzeczy, których lepiej nie robić na weseluW co się ubrać jeśli nie chcesz iść na wesele w sukience 
Zdjęcie pochodzi z mojego Instagrama
4. W poleceniach oczywiście nie może zabraknąć nowego Kukbuka. Jest bardzo letni, leniwy i pełen takiego wakacyjnego luzu :) 
Zdjęcie pochodzi z mojego Instagrama
5. Bardzo pięknym i ważnym wydarzeniem lipcowym były Światowe Dni Młodzieży w Krakowie. I chociaż zupełnie niezwiązane z kuchnią (jedzenie konserw, pasztetów itp. nie należy do wyszukanych przeżyć kulinarnych, ale ma swój urok w takim czasie) to myślę, że warto o nim tutaj napisać. Było wspaniale, radośnie i bardzo tak spokojnie i dobrze :) Cieszę się, że mogłam wziąć udział chociaż w wydarzeniach weekendowych.

I to już koniec. Dajcie znać, czy moje inspiracje i małe odkrycia Wam się podobały:) I napiszcie koniecznie o swoich w komentarzach, bardzo chętnie poczytam.

Naleśniki z ricottą i jagodami

Sezon na jagody (borówki) nadal trwa, jest gorąco i nie mamy ochoty na ciężkie dania. Dlatego właśnie powstał pomysł na naleśniki z ricottą i jagodami. Wspaniale smakują w letnie, gorące i bardzo słoneczne popołudnie:) Koniecznie spróbujcie!


Przepis na ciasto naleśnikowe pochodzi z książki Michaela Roux "Jajka", spotkałam się z nim na blogu Moje wypieki.

Składniki: (na około 12 naleśników)
  • 1 szklanka mąki
  • 1 kopiasta łyżka cukru
  • szczypta soli
  • 1,5 szklanki mleka
  • 0,5 szklanki śmietanki kremówki
  • 2 jajka
  • 3 łyżki masła do smażenia

  • 500 g sera ricotta
  • 4 łyżki miodu
  • 500 g jagód
  • płatki migdałów (około 50g)

Mąkę, cukier i sól mieszamy ze sobą w misce. Następnie dodajemy jajka i odrobinę mleka ciągle mieszając trzepaczką, żeby nie powstawały grudki. Nadal mieszając dolewamy resztę mleka oraz śmietankę kremówkę i mieszamy aż do uzyskania gładkiej konsystencji. Odstawiamy w ciepłe miejsce (o takie w lecie nie trudno :) ) na około 45 minut.

W czasie kiedy nasze ciasto na naleśniki odpoczywa, przygotowujemy nadzienie. Jagody płuczemy i odstawiamy, żeby ociekły z wody i trochę przeschły. Ricottę i miód umieszczamy w misce i dokładnie mieszamy, do uzyskania jednolitej masy. Płatki migdałów delikatnie przeprażamy na suchej patelni a następnie przesypujemy do osobnej miseczki. 

Kiedy nasze ciasto jest już gotowe do smażenia, na patelni rozgrzewamy odrobinę masła. Na rozgrzaną patelnię wlewamy porcję ciasta i smażymy z obu stron na złoty kolor. W ten sposób smażymy wszystkie naleśniki a następnie zabieramy się za nadziewanie (można to oczywiście robić na bieżąco). Każdego naleśnika smarujemy łyżką ricotty z miodem, posypujemy jagodami i zawijamy w rulon. Następnie posypujemy płatkami migdałowymi i podajemy.

Naleśniki smakują naprawdę wyśmienicie :)

Koniecznie dajcie znać czy i Wam smakowały :) A może macie swoje ulubione pomysły na letni obiad, napiszcie w komentarzu:)

Smacznego!



Scones ze śmietaną i dżemem truskawkowym

Od kiedy nastało lato, jak tylko przyjeżdżam do domu na weekend, mam ochotę na śniadanie na tarasie. Uwielbiam spędzać czas razem z bliskimi ciesząc się wspaniałą pogodą, bogactwem kolorów i zapachów i pysznościami na stole. 
Od dawna miałam ochotę na angielskie scones z dżemem truskawkowym i słynną "clotted cream", która niestety w Polsce jest bardzo trudno dostępna, a do przygotowania jej samemu jeszcze nie dojrzałam (około 5 godzin gotowania lub cała noc w piekarniku...). Dlatego też musiałam zadowolić się śmietaną dostępną u nas. Śmietanę, którą użyłam można z powodzeniem zastąpić bitą śmietaną, dla mnie jednak zbyt szybko spływa z ciepłych scones i jest odrobinę zbyt słodka. 
Przepis na scones dostałam od Oli, której bardzo za niego dziękuję :) U niej też po raz pierwszy takie pyszności jadłam :) 
Zapraszam do wspólnego cieszenia się ciepłymi, letnimi porankami :)

Składniki: (dla 3-4 osób)
  • 40 g miękkiego masła
  • 225 g mąki pszennej
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • 1,5 łyżki cukru
  • szczypta soli
  • 110 ml mleka (jeśli ciasto będzie zbyt gęste można dodać odrobinę więcej)
  • 200 g kwaśnej śmietany 18%
  • 50 ml śmietanki kremówki
  • 10 g cukru pudru
  • dżem truskawkowy

Piekarnik nagrzewamy do 220 stopni.
Mąkę, proszek do pieczenia i sodę rozcieramy w palcach z masłem. Dodajemy cukier i sól, mieszamy. Powoli dodajemy mleko wyrabiając nożem stołowym. Robimy to dosyć niedbale, tak, żeby składniki się połączyły ale ciasto nie było całkiem gładkie. Gotowe ciasto rozwałkowujemy lekko, tak aby miało grubość około 2 cm. Wykrawamy ostrą foremką (może być taka do ciastek), ważne, żeby była ostra, w przeciwnym wypadku boki sconesów skleją nam się i nierówno wyrosną podczas pieczenia.
Pieczemy około 10 - 15 minut, aż scones będą miały złoty kolor.

W miseczce mieszamy kwaśną śmietanę, śmietankę kremówkę oraz cukier puder.

Scones podajemy jeszcze ciepłe ze śmietaną i dżemem truskawkowym. Ja przekrawam je na pół, jak bułkę, smaruję dżemem a następnie śmietaną i takie zajadam :) Są na prawdę pyszne!

Smacznego!


Kompot z rabarbaru i kwiatów czarnego bzu

Robi się coraz cieplej, sezon na rabarbar i truskawki trwa a czarny bez przepięknie kwitnie:) Żal byłoby nie skorzystać z tak wspaniałych darów natury, dlatego dziś szybki i prosty przepis na kompot. Kwiaty czarnego bzu nadają mu charakterystycznego smaku, za którym osobiście ostatnio szaleję :) Najlepiej smakuje schłodzony, prawdziwe orzeźwienie :)

Składniki:(na około 5 porcji)
  • 1 gruby korzeń rabarbaru
  • garść truskawek
  • 2-3 baldachy kwiatów czarnego bzu
  • 4 łyżki cukru
  • 1.5 litra wody

Korzeń rabarbaru myjemy i kroimy na około 2 cm kawałki. Truskawki myjemy, pozbawiamy szypułek i kroimy na pół. Kwiaty czarnego bzu delikatnie płuczemy. Wszystko umieszczamy w garnku, posypujemy cukrem, zalewamy wodą i zagotowujemy. Gotujemy około 10 minut. 
I gotowe!
Kompot można pić jeszcze ciepły, ale moim zdaniem najlepiej rozlać go do szklanek, poczekać aż ostygnie a następnie schłodzić w lodówce :)

Smacznego!

Maliny kwietniowo-majowe


Cześć! 
Maj się już skończył więc czas na garść inspiracji z maja i kwietnia. Bardzo lubię tę serię postów na frambuesowym :) Mam nadzieję, że Wy też i chętnie podzielicie się swoimi doświadczeniami i odkryciami.
Pisanie o tym co się wydarzyło, o ciekawostkach, na które się natknęłam, o rzeczach, które mnie zainspirowały lub po prostu ucieszyły sprawia mi ogromną radość i pozwala zobaczyć jak wiele małych ale wspaniałych rzeczy dzieje się wokół :)

Zatem zaczynamy!
1. Byłam z koleżanką w kawiarni Deja Vue w Nowym Targu po baaardzo długiej niebytności. Jest to jedna z moich ulubionych kawiarń, jest przyjemnie, można spokojnie porozmawiać, a lody, szarlotka na ciepło i herbata z konfiturą to moi ulubieńcy. Ponieważ plotkowanie zajęło nam sporo czasu i zgłodniałyśmy to zjadłyśmy też smaczne sałatki :) Polecam, jeśli kiedyś będziecie w pobliżu zajrzyjcie na Długą :)

2. Czytając z zapartym tchem książkę "Bezcenny" Zygmunta Miłoszewskiego natknęłam się na taki fragment:
Prawda, że smakowity? Chyba spróbuję przenieść ten opis na talerz ;)
A skoro już przy "Bezcennym" jestem, to polecam, czyta się świetnie, a po przeczytaniu ma się wrażenie, że to prawda. Niezwykle przekonywująca i wciągająca lektura, na letnie wieczory w sam raz.

3. Na blogu One little smile, który odkryłam całkiem niedawno, znalazłam polecenie bardzo ciekawego artykułu o wielozadaniowości. Linki godne polecenia to mój ulubiony cykl postów, można tam znaleźć naprawdę ciekawe informacje. Jeśli jesteście ciekawi dlaczego wielozadaniowość zabija wasz mózg - koniecznie przeczytajcie.
4. Podczas weekendu wybrałyśmy się z koleżanką na śniadanie do Moment Resto Bar na Kazimierzu. Właściwie było to moje pierwsze śniadanie "na mieście". Wiem, wiem, mam już trochę lat i już dawno powinnam pójść na takie śniadanie, ale mimo wszystko najbardziej lubię śniadania w domu :) A w maju można już jeść na tarasie pełnym kwiatów! Ale wracając do rzeczy, zamówiłam sobie śniadanie francuskie i było przepyszne. Croissanty z miodem, twarożkiem z bakaliami, kremem orzechowym (po prostu Nutellą :P) i konfiturą naprawdę zachwyciły moje podniebienie. Do tego kawa z mlekiem, a to wszystko w całkiem rozsądnej cenie. Z ręką na sercu mogę polecić to miejsce :)
5. Z rodzicami wybrałam się też na obiad do Mamma Mia na Karmelickiej w Krakowie. Zawsze, ale to zawsze zamawiam tam pizzę z kozim serem, miodem i orzeszkami piniowymi. Zupełnie nie wiem skąd oni wytrzasnęli takie połączenie ale ta pizza jest po prostu obłędnie pyszna! Mama zamówiła gnocchi, które również były pyszne, a tata makaron z truflami, i to właśnie ten makaron okazał się strzałem w dziesiątkę. Był tak dobry, że nawet grzyby w nim mi smakowały (a szczerze ich nie lubię), świetnie doprawiony i po prostu doskonały. Jeśli będziecie mieć okazję, odwiedźcie Mamma Mia, bardzo warto.
6. Poszukując miejsca żeby chwilę pogadać, wstąpiłyśmy z moją siostrą do nowo otwartej knajpki na Karmelickiej również, nie pamiętam niestety nazwy, i namówione przez panią sprzedawczynię kupiłyśmy kawałek tortu marchewkowego. Byłyśmy zaskoczone tym, jak był smaczny i świeży i wcale nie smakował warzywnie :P 
7. Wizyta moich kuzynów z USA sprawiła, że pojechaliśmy do Zakopanego i Krupówek nie mogliśmy ominąć :) Pogoda była paskudna, padało prawie non stop, więc postanowiliśmy wstąpić na kawę i ciastko do słynnej Samanty. Cukiernia otworzyła nowy lokal, taki bardzo kawiarniany, właśnie na Krupówkach. Zamówiliśmy tartę truskawkową, torcik hiszpański, kawy i smoothie owocowe. Wszystko było pyszne, ale wygrała zdecydowanie tarta, tak dobrej już dawno nie jadłam. Polecam, jeśli tylko będziecie w Zakopanem, zatrzymajcie się na kawałek ciasta :)

7. A na koniec wisienka na torcie!
Dostałam od mojego Narzeczonego wspaniały prezent: reprint "Illustrowanego Kucharza Krakowskiego" z 1897 roku. Książka jest pięknie wydana, zawiera mnóstwo przepisów i porad, zarówno kulinarnych jak i domowych. Jestem ogromnie przejęta posiadaniem takiego cuda i dawkuję sobie je powoli. Mam nadzieję, że niebawem opanuję któryś z przepisów i pokażę wam na blogu.
Przy okazji zajrzyjcie na stronę księgarni Volumina, mają bardzo ciekawe książki :)

To już koniec Malin kwietniowo-majowych. Mam nadzieję, że Wam się podobały i chętnie podzielicie się swoimi doświadczeniami :)
Czekam na pyszne opowieści w komentarzach!