Spaghetti z sosem pomidorowym


Mimo, że nie przepadam specjalnie za spaghetti ani za pomidorami to ten przepis jest tak pyszny, że nawet mnie spaghetti smakuje :) Jest bardzo prosty i przyjemny do wykonania i zarazem bardzo ale to bardzo smaczny. Pochodzi z książki Sophii Loren "W kuchni z miłością", wprowadziłam w nim jednak kilka własnych poprawek. Spróbujcie koniecznie!

Składniki: (na 6 porcji)

  • 1,5 kg pomidorów
  • 50 ml oliwy z oliwek
  • 4 ząbki czosnku
  • 2 łyżeczki soli (nie kopiaste ani niezbyt płaskie :) )
  • 1 łyżeczka suszonej bazylii (można zamiast niej dodać kilka listków świeżej)
  • 1 płaska łyżeczka pieprzu
  • 3 łyżeczki cukru (kopiaste)
  • 400 g makaronu do spaghetti
  • 80 g parmezanu (opcjonalnie)

Pomidory zalewamy wrzątkiem i odstawiamy na około 5 minut, następnie obieramy je ze skórki. Dzięki zalaniu wrzątkiem skórka pięknie schodzi nawet z najbardziej opornych sztuk :). Obrane pomidory miksujemy na gładko, tak aby były całkowicie rozdrobnione, żeby powstał taki sok pomidorowy. Na patelni (dużej) lub w garnku rozgrzewamy oliwę. Czosnek obieramy, siekamy drobno i wrzucamy na rozgrzaną oliwę, podgrzewamy na dużym ogniu do zrumienienia. Do oliwy z czosnkiem wlewamy zmiksowane pomidory, dodajemy cukier, sól, pieprz i bazylię, mieszamy. Na średnim ogniu gotujemy sos przez około 1 godzinę aż się zagęści. Sos zredukuje się o około połowę przez ten czas i z zupełnie wodnistego zamieni się w gęsty sos. Warto spróbować sosu podczas gotowania, jeśli będzie zbyt kwaskowaty śmiało możemy dorzucić jeszcze jedną łyżeczkę cukru, to właśnie on pozwala pozbyć się kwaskowatości z pomidorów. W między czasie ścieramy parmezan na drobnej tarce. Kiedy nasz sos jest już prawie gotowy, zagotowujemy wodę na makaron. Kiedy zacznie wrzeć solimy ją i zwiększamy ogień na maksymalny, następnie wrzucamy makaron i gotujemy według instrukcji na opakowaniu. Gotowy makaron odcedzamy i przelewamy zimną wodą. Kiedy makaron będzie gotowy, sos też powinien już odpowiednio zgęstnieć. Przekładamy makaron do dużej miski lub garnka (ja najczęściej używam do tego garnka, w którym makaron się gotował, jest nadal ciepły dzięki czemu spaghetti wolniej będzie stygło), wlewamy do niego sos i wsypujemy połowę parmezanu. Wszystko dokładnie ze sobą mieszamy. Na talerze nakładamy porcje i posypujemy obficie pozostałym parmezanem.
I gotowe!
Smacznego!

Zupa krem z dyni


Dyniowy czas powoli się kończy, ale póki dyń w sklepach jest jeszcze mnóstwo warto z tego skorzystać i przygotować zupę krem. Wśród moich najbliższych ta zupa to niezmiennie jesienny hit. Jest delikatna, jak to krem - kremowa, pożywna i bardzo ładnie wygląda. Nie wahajcie się ani chwili i koniecznie wypróbujcie!

Składniki: (na około 10-12 porcji)
  • 1.5 kg dyni (obranej ze skórki i z usuniętym miąższem ze środka)
  • 1 cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • 30g łyżki masła
  • 1.5 litra bulionu (najlepiej gdy będzie to prawdziwy bulion, ale jeśli takiego akurat nie mamy można również rozpuścić 1 kostkę rosołową w 1.5 litra gorącej wody)
  • pół łyżeczki gałki muszkatołowej mielonej
  • sól i pieprz
  • kwaśna śmietana do dekoracji
  • groszek ptysiowy

Na początek najlepiej zacząć od przygotowania dyni, gdyż jest to najbardziej pracochłonny proces przygotowywania zupy. Dynię obieramy ze skórki i wyciągamy łyżką miąższ z nasionami ze środka, nie będą nam potrzebne. Następnie kroimy dynię w kostkę mniej więcej o wielkości 2 cm x 2 cm. Cebulę i czosnek kroimy drobno. Masło rozpuszczamy w garnku, w którym będziemy przygotowywać zupę (istotne, żeby garnek był nieco większy niż ilość zupy, którą przygotowujemy ze względu na to, że podczas gotowania dyni jeszcze w kawałkach wygodniej będzie nam w większym garnku bez ryzyka kipienia i innych tego typu historii :) ). Do rozpuszczonego masła wrzucamy cebulę i czosnek, podgrzewamy mieszając aż do zeszklenia. Następnie wrzucamy pokrojoną dynię i zalewamy bulionem. Bulionu powinno być tyle, żeby nie przykrywał w całości kawałków dyni, najlepiej, jeśli dynia wystaje ponad wodę około 1 cm. Zupę zagotowujemy i gotujemy na średnim ogniu aż do zmięknięcia dyni (około 25 minut). Kiedy dynia jest już miękka, blendujemy całość na gładki krem. Doprawiamy solą, pieprzem i gałką muszkatołową. (Osobiście uwielbiam gałkę muszkatołową, dlatego czasami dodaję jej nieco więcej, ale to zależy również od intensywności smaku konkretnej dyni, najlepiej znaleźć dla siebie optymalną ilość. Ale pamiętajcie, krem z dyni bez gałki muszkatołowej nie smakuje już tak pysznie...) Podajemy z kleksem kwaśnej śmietany i garścią groszku ptysiowego lub grzanek z czerstwego chleba.

Smacznego!

Angielskie smaczki


W ciągu ostatnich dwóch tygodni bardzo wiele się wydarzyło, odwiedziłam Anglię, zwiedziłam wiele pięknych miejsc i jadłam baaaardzo dużo i bardzo różnorodnie. To wszystko za sprawą moich wspaniałych gospodarzy, którym ogromnie za ten czas dziękuję! Dzisiejszy post będzie o jedzeniu głównie, ale trochę inaczej niż do tej pory, bez przepisów, za to z dużą dawką inspiracji.
Na samym początku mojej wizyty dostałam przepiękny prezent urodzinowy (chwilę na mnie czekał ale było warto!). Czekoladki i herbata z urodzinowej edycji Harrodsa. Od mojej pierwszej styczności z Harrodsem, jestem absolutnie urzeczona pięknymi opakowaniami oraz dbałością o detale. Czekoladki zostały zjedzone w trybie prawie natychmiastowym, a herbata ma bardzo oryginalny smak, myślę, że będzie mi wiernie towarzyszyć w zimne jesienne (i już niedługo zimowe) wieczory.
Oprócz tych pyszności dostałam książkę Fiony Cairns (to kobieta, która wykonywała tort na wesele Kate i Williama) "The birthday cake book". Pomysły na niektóre dekoracje są tam naprawdę szalone, ale myślę, że zbiorę się na odwagę, żeby któreś z nich przygotować. Z pewnością się pochwalę jeśli wyjdą dobrze :)
Zostałam ugoszczona po królewsku, codziennie zajadałam się wszelakimi pysznościami. Pierwszy raz w życiu jadłam przegrzebki (inaczej małże św. Jakuba) i smakowały mi bardzo, mimo iż do owoców morza podchodzę raczej nieufnie. Dostałam również sarninę, śmieszne małe brokułki, które wyglądały jak szparagi, ser camembert z masowanych krów, przepiórkę oraz wiele innych pyszności, którym ze zbytniego łakomstwa nie zdążyłam zrobić zdjęć... 

Oprócz tego zjadłam pysznego pająka...
Na całe szczęście głównie z czekolady :) Sam pomysł wykonania jest ogromnie inspirujący i mam już w planach wykonanie czegoś na jego bazie.

Odwiedziłam również knajpkę z 'jeżdżącym' sushi. Szczerze mówiąc, próbowałam już sushi ale w takiej formie jadłam je po raz pierwszy. Smakowało mi, zjadłam wiele różnych rodzajów, próbowałam też dodatku w postaci płatków imbiru w sosie (nie mam pojęcia jak to się fachowo nazywa). Nie jest to jednak coś bez czego nie mogłabym żyć :)
Na zdjęciu udaję, że potrafię posługiwać się pałeczkami. W rzeczywistości zupełnie mi to nie idzie... dlatego zjadałam kolejne porcje nabijając je na jedną z pałeczek :)
W wolnych chwilach przeglądałam całą masę brytyjskich czasopism kulinarnych, znalazłam wiele inspirujących przepisów i pomysłów i mam nadzieję, że uda mi się je szybko wypróbować, oglądałam fragmenty The Great British Bake Off i pierwszy raz usłyszałam o Mary Berry. Dostałam również przepis na prawdziwe brytyjskie scones. Jadłam je po raz pierwszy i ogromnie mi zasmakowały. A dodatkiem do nich w postaci clotted cream jestem po prostu oczarowana i jednocześnie zawiedziona, że tak trudno dostać ją w Polsce... Może porwę się na przygotowanie clotted cream sama, kto wie :)
Przepiękna jest ta reklama herbaty z rabarbarem :) 
A na sam koniec, pokażę Wam co kupiłam dla moich bliskich w prezencie. Otóż okazało się, że mogę kupić rodzynki w czekoladzie, ale nie takie zwykłe, najlepsze na świecie, firmy Kirkland. Kiedy byłam mała, dostawaliśmy ze Stanów Zjednoczonych od cioci i wujka zawsze kilka słoików tych rodzynek, zawsze bardzo wszystkim smakowały, no i przypominają dzieciństwo :) Dodatkowo kupiłam całą paczkę suszonego mango. Tata kiedyś przywiózł nam jedną paczkę z Tajlandii, a kiedy okazało się, że jest przepyszne, żałował, że kupił tylko jedną. 
Bardzo cieszę się, że mogłam spędzić w Anglii te dwa tygodnie. Szczególnie dziękuję moim gospodarzom za miłe przyjęcie i wszystkie rozrywki!

Jeśli macie jakieś własne wspomnienia kulinarne (i nie tylko) związane z Wielką Brytanią, produkty bądź przepisy z nią związane, które warto wypróbować lub miejsca, które koniecznie trzeba zobaczyć to piszcie. Bardzo chętnie poczytam o Waszych doświadczeniach i przy następnej wizycie z podpowiedzi skorzystam :)


Jabłka pod kruszonką


Sezon jabłkowy w pełni! Ostatnio, w naszym małym sadzie przydomowym, pozbieraliśmy wszystkie jabłka z obawy przed przymrozkami i teraz tak pięknie pachnie w piwnicy, że trudno się oprzeć i nie sięgnąć po chociaż jeden owoc. Ale skoro zrobiło się okropnie na zewnątrz, pada i pada, a do tego zimno, to warto przygotować deser z jabłek na ciepło. Jabłka pod kruszonką to moje ostatnie odkrycie. Są proste do przygotowania i bardzo smaczne, a zapach roznoszący się po domu w trakcie ich pieczenia i jedzenia jest wspaniały i w domu od razu robi się przytulniej. Dosyć wstępów, zabieramy się za pieczenie.

Składniki: (na 8 ramekinów o pojemności 250 ml)

  • 1 kg jabłek
  • 8 płaskich łyżeczek cukru
  • 90 g zimnego masła + 1 łyżka do smarowania ramekinów
  • 80 g cukru
  • 140 g mąki

Mąkę, 80 g cukru i masło rozcieramy między palcami na kruszonkę. Staramy się zrobić to w miarę szybko ale tak by uzyskać w miarę jednolitą konsystencję. Gotową kruszonkę wkładamy do lodówki na czas przygotowania jabłek. Ramekiny smarujemy masłem. Jabłka obieramy ze skórki, pozbawiamy gniazd nasiennych i kroimy w kostkę (mniej więcej 1 cm x 1 cm) i rozdzielamy po równo do ramekinów. Każdą foremkę z jabłkami posypujemy płaską łyżeczką cukru. Piekarnik nagrzewamy do 190 stopni z termoobiegiem (może to być też grzanie góra-dół w temperaturze 200 stopni). Wyjmujemy z lodówki kruszonkę i posypujemy nią każdą foremkę tak, aby całkowicie przykryć jabłka. Pieczemy w piekarniku przez około 30-35 minut, aż do zrumienienia kruszonki. Podajemy na ciepło, najlepiej zaraz po wyjęciu z piekarnika.

Smacznego!



Ciasto z malinami i bezową pianką


Przyszedł czas na to co lubię w kuchni przyrządzać (i zjadać) najbardziej, czyli słodkości. Pieczenie to właściwie moje ulubione zajęcie dlatego na blogu będzie pojawiać się bardzo dużo przepisów właśnie na wypieki. 
Jako pierwsze przedstawiam oczywiście ciasto malinowe :) Jest bardzo proste i szybkie do wykonania, a cała blaszka znika w mniej niż 24 godziny. Dlaczego? Przekonajcie się sami!


Składniki: (na foremkę o wymiarach 24 cm x 33 cm)

Kruchy spód:

200 g mąki pszennej
100 g zimnego masła
60 g cukru
1 żółtko
szczypta soli

Krem:

3 szklanki mleka
130 g cukru
120 g mąki pszennej
125 g masła
2 łyżeczki cukru wanilinowego
2 jajka
1 żółtko

Beza:

2 białka
2 łyżki cukru

Owoce:

400 g malin

Piekarnik nagrzewamy do 180°C z termoobiegiem. Wszystkie składniki na kruchy spód umieszczamy w misce, masło siekamy nożem razem z pozostałymi składnikami a następnie rozcieramy w palcach tak aby powstała kruszonka. Foremkę na ciasto wykładamy papierem do pieczenia i wysypujemy na nią kruszonkę w miarę równomiernie a następnie delikatnie przyklepujemy, żeby uzyskać w miarę zwarty spód. Wkładamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy 20 - 25 min., aż do zrumienienia.

W trakcie pieczenia spodu przygotowujemy krem. 2 szklanki mleka zagotowujemy z masłem i cukrem oraz cukrem wanilinowym. W misce miksujemy ze sobą 1 szklankę mleka, mąkę, 2 całe jajka oraz 1 żółtko, tak aby uzyskać gładką masę, bez grudek. Gdy mleko się zagotuje dodajemy zmiksowaną masę i dokładnie mieszamy trzymając garnek na małym ogniu. Po uzyskaniu konsystencji budyniu zdejmujemy z ognia i odstawiamy.

Ubijamy pianę z dwóch białek aż będzie sztywna. Dodajemy cukier i miksujemy do połączenia.

Piekarnik wciąż jeszcze powinien być nagrzany, jeśli nie nagrzewamy go znów do 180°C z termoobiegiem. Na zrumieniony spód wykładamy równomiernie krem, następnie posypujemy malinami a na wierzchu układamy pianę z białek. Całość wkładamy do piekarnika i pieczemy około 10 min. aż do zrumienienia bezy.

I gotowe! Smacznego!

Tortille z kurczakiem i warzywami



Dzisiaj przyszła pora na przepis na coś konkretnego, jak to mówi moja mama. Tortille przygotowuje się stosunkowo łatwo, chociaż warzyw trzeba się nieco nakroić. Są o tyle przyjemnym daniem, że smakują prawie wszystkim a warzywa można dobrać do osobistych preferencji i tortille na przykład: bez papryki (dla kogoś, kto nie tknie niczego co choćby leżało koło papryki:)), można zrobić szybko i bez dodatkowego przygotowywania i gotowania czegoś specjalnie dla danej osoby. 
Zatem, przygotowani na bogactwo kolorów i smaków, zabieramy się do pracy!

Składniki:

Nadzienie:
  • 2 podwójne piersi z kurczaka
  • 4 łyżeczki przyprawy do kurczaka
  • 3 łyżki oliwy
  • 10-12 dużych tortilli
  • 1 papryka czerwona
  • 1 papryka żółta
  • 2 pomidory
  • 3 ogórki gruntowe (lub 1 duży szklarniowy)
  • pół czerwonej cebuli
  • pół kapusty pekińskiej lub sałaty lodowej

Sos ketchupowy:
  • 3 łyżki majonezu
  • 4 łyżki ketchupu
  • 2 łyżki śmietany 18%

Sos czosnkowy:
  • 3 łyżki majonezu
  • 3 łyżki śmietany 18%
  • 2 ząbki czosnku
  • sól i pieprz 


Piersi z kurczaka kroimy w kostkę, wkładamy do miski, posypujemy przyprawą, polewamy oliwą, mieszamy tak, żeby kawałki kurczaka były pokryte przyprawą i odstawiamy (najlepiej do lodówki). Pomidory, papryki i ogórki myjemy, obieramy i kroimy w kostkę. Cebulę obieramy i kroimy w cienkie plasterki. Kapustę pekińską siekamy w miarę drobno. Każde pokrojone warzywo wkładamy do osobnej miski, pozwoli to później każdemu dodać do tortilli to na co ma ochotę i przepięknie wygląda.
Rozgrzewamy patelnię, wrzucamy kurczaka i smażymy aż się zarumieni i będzie upieczony w środku. W między czasie przygotowujemy sosy. 

Sos ketchupowy: 
Mieszamy wszystkie składniki ze sobą.

Sos czosnkowy:
Mieszamy majonez ze śmietaną. Czosnek obieramy i wyciskamy do wymieszanego majonezu ze śmietaną. Doprawiamy solą i pieprzem.


Kiedy już wszystkie składniki są gotowe zabieramy się do przygotowania tortilli. Układamy placek na talerzu, środek smarujemy wybranym sosem, na nim układamy po małej garści wszystkich warzyw (ja zwykle zaczynam od kapusty, bo moim zdaniem w ten sposób tortilla najładniej wygląda:)), na warzywa wrzucamy kurczaka, polewamy drugim z sosów i zawijamy tortillę. Ilości składników zależą od naszych preferencji, jednych możemy dodać mniej, innych więcej, tak jak lubimy. Zwinięte tortille zapiekamy, ja robię to w elektrycznym grillu, można też chwilkę podsmażyć je na suchej patelni lub w piekarniku, żeby były ciepłe. 

Podajemy z odrobiną warzyw ułożonych na talerzu i ewentualnie polewamy jeszcze sosem.

Smacznego!




Malinowy koktajl



Jak na frambuesowy blog przystało zaczynam od przepisu mocno malinowego. W moim ogrodzie właśnie nastał czas malinowych zbiorów. Mimo chwili suszy i przerażenia, że maliny w tym tempie nie zdążą dojrzeć do pierwszych przymrozków (a wierzcie mi, na Podhalu pojawiają się bardzo wcześnie), obecnie krzewy wręcz uginają się od owoców, ku uciesze całej rodziny a szczególnie mojej.

Mimo, że wakacje minęły, myślę, że pijąc ten koktajl poczujecie się jakbyście znowu na nich byli. Łączy w sobie wszystko co najpiękniejsze w malinach: smak, zapach i kolor. Sami się przekonajcie!



Składniki:

- 500 g malin (garść pozostawić do dekoracji)
- 2 duże jogurty naturalne (po 400 g) - ja użyłam jogurtów typu greckiego
- 7.5 łyżki cukru

Wszystkie składniki zmiksować razem. Gotowy koktajl rozlać do szklanek (podana ilość starcza na 6 szklanek). Udekorować malinami i pokruszoną bezą.

Smacznego!