Żółte makaroniki bananowe i kakaowe

12/14/2015 Marysia frambuesowy 0 Comments

Nareszcie nadeszła pora na przepis na makaroniki. Obiecałam go już kilku osobom jakiś czas temu, ale musiałam przetestować jeszcze kilka wersji i dojść do odpowiedniej wprawy, żeby móc się wypowiedzieć. 
Francuskie makaroniki to dosyć skomplikowane ciastka i jeśli nie wyjdą Wam za pierwszym lub którymś kolejnym razem, nie zrażajcie się, w końcu nauczycie się właściwie je przygotowywać. Mnie zajęło to naprawdę wiele czasu, niekiedy makaroniki wychodziły udane a kiedy indziej zupełnie nie. Więc nie poddawajcie się! W końcu się uda.
Robiłam makaroniki i na bezie francuskiej i na bezie włoskiej. W zasadzie, nie ma znaczenia jaką metodą je przygotowujecie, natomiast według mnie na sam początek lepsza jest beza francuska. Jeśli chodzi o makaroniki na bezie włoskiej zawsze korzystam z przepisów ze strony Moje wypieki, i serdecznie je polecam. Natomiast te, które pokażę dzisiaj powstały z bezy francuskiej a przepis możecie znaleźć tutaj. Przepis spolszczyłam, nieco zmieniłam ilości i wzbogaciłam o kilka wskazówek z własnych obserwacji. Jeśli chodzi o przepisy na kremy to czekoladowe ganache pochodzi ze strony Moje wypieki (oczywiście) a krem bananowy to mój pomysł :)
Ale się rozpisałam... Zapraszam do wspólnego pieczenia :)

Składniki: (na około 42 ciastka o średnicy 4 cm)

Ciastka:

  • 140 g białek (około 4 białek)
  • 65 g cukru
  • 260 g cukru pudru
  • 160 g migdałów bez skórki lub mąki migdałowej
  • szczypta soli
  • barwnik (ja używam w proszku, nie rozrzedza dodatkowo masy)

Krem bananowy:
  • 1 banan
  • 1 żółtko
  • 1/4 łyżki mąki pszennej
  • 50 g miękkiego masła
  • 1 łyżka cukru
  • 10 gram cukru pudru

Czekoladowe ganache:
  • 75 ml śmietanki kremówki
  • 75 g gorzkiej czekolady (mleczna nie jest do tego celu zbyt dobra, próbowałam)

Białka muszą być w temperaturze pokojowej!
Migdały mielimy na drobną mączkę (lub kupujemy gotowe zmielone, ale uwaga, zmielone często są ze skórką, ja takie kupiłam niestety, nie ma to dużego wpływu, ale makaroniki będą miały takie ciapki jak widać u mnie na zdjęciach). Do zmielonych migdałów dodajemy cukier puder i przesiewamy razem przez sitko o drobnych oczkach. Zostanie nam zapewne nieco cząstek, które są zbyt duże żeby je przesiać, nie dodajemy ich do przesianej części ale odkładamy, możemy je schrupać :) Nie nadają się do ciastek ponieważ zaburzą gładką powierzchnię makaroników a tego nie chcemy. Tak przesiane składniki odstawiamy.
Do czystej i suchej miski (najlepiej metalowej) wlewamy białka i wsypujemy szczyptę soli. Ubijamy, aż powstanie delikatna piana. Następnie stopniowo dosypujemy cukru, ciągle ubijając. Teraz ważna część: ubijamy dosyć długo (mnie zajmuje to około 5 minut mikserem ręcznym) aż powstaną nam 'sztywne czubki'. Jak sprawdzić czy takie już mamy? Co jakiś czas przerywamy miksowanie, mieszamy masę mieszadłami do miksera (dosłownie dwa ruchy ręką) i wyciągamy je podnosząc tak jakbyśmy chcieli miksować sufit :). Jeśli tak powstałe na mieszadłach czubki przekrzywiają się - ubijamy dalej, jeśli są idealnie sztywne to znak, że osiągnęliśmy oczekiwaną konsystencję. Na koniec wsypujemy odrobinę barwnika, aby uzyskać pożądany kolor i miksujemy do połączenia, nie dłużej (ja dodaję odrobinę barwnika na koniec łyżeczki). Teraz najtrudniejsza część - mieszanie. Warto obejrzeć kilka filmów na youtubie i zobaczyć jak prawidłowo mieszać masę na makaroniki, mnie to na prawdę pomogło. Do bezy dodajemy migdały z cukrem pudrem w trzech turach, za każdym razem mieszamy szpatułką zgarniając masę z brzegów. Ważne jest, żeby ani nie mieszać zbyt krótko ani zbyt długo. Masa powinna być dosyć gęsta, opadająca ze szpatułki ale nie płynna. Tak przygotowaną masę przekładamy do rękawa cukierniczego i wyciskamy makaroniki o średnicy około 3-3.5 cm na papier (lub na matę do makaroników) trzymając tylkę prostopadle do blachy. Pamiętamy, że ciastka nieco się rozpłyną, zostawiamy między nimi sporo miejsca. Następnie uderzamy kilkukrotnie blachą o blat, tak, żeby pozbyć się pęcherzyków powietrza z makaroników. Gotowe ciastka odstawiamy na około 30 minut do wyschnięcia. Gotowe do pieczenia makaroniki przy delikatnym dotknięciu opuszkiem palca nie powinny się do niego kleić. Jeśli już są wysuszone nagrzewamy piekarnik do 150 stopni (ja piekę z termoobiegiem) i pieczemy 10-15 minut, tak, żeby nie były zarumienione ale łatwo odchodziły od papieru. Warto sprawdzić jedno ciastko, czy nie rozrywa się przy podnoszeniu, jeśli tak, pieczemy jeszcze minutkę lub dwie. Upieczone wyjmujemy z piekarnika i zostawiamy do wystudzenia. W tym czasie przygotowujemy kremy.
Jeśli powstała nam charakterystyczna dla makaroników stopka - możemy być z siebie dumni :) Jeśli nie, warto następnym razem zwrócić większą uwagę na mieszanie i suszenie.

Kremy
Czekoladowy: 
Śmietankę kremówkę podgrzewamy ale nie doprowadzamy do wrzenia (trzymamy na ogniu aż dookoła pojawią się bąbelki), zdejmujemy z ognia i wrzucamy podzieloną na kostki czekoladę i odstawiamy na 5 minut. Po tym czasie mieszamy dokładnie, aż powstanie gładka masa. Odstawiamy do wystudzenia i zgęstnienia (można włożyć na moment do lodówki, ale uwaga bo szybko zastyga).

Bananowy:
Banana miksujemy, dzielimy na pół. Jedną połowę zagotowujemy z łyżką cukru (aż zacznie lekko wrzeć). Drugą połowę miksujemy z żółtkiem i mąką na gładką masę. Powoli dodajemy ciepłe do zimnego ciągle miksując. Następnie stawiamy znów na ogniu, zagotowujemy i odstawiamy do wystudzenia. Miękkie masło ucieramy z cukrem pudrem na puszystą masę. Stopniowo, po łyżeczce, dodajemy wystudzoną masę bananową cały czas miksując aż uzyskamy gładki krem. 

Kiedy makaroniki są już wystudzone a kremy gotowe, zabieramy się za nadziewanie. Odklejamy makaroniki od papieru i układamy spodem do góry. Na jedną część nakładamy łyżeczkę kremu (albo czekoladowego albo bananowego, kremów jest tyle, że idealnie starczają na przygotowaną porcję ciastek). Będziemy mieli połowę makaroników z kremem bananowym a połowę z czekoladowym. Ciastko z nałożonym kremem przykładamy ciastkiem bez kremu, składamy jak kanapki, i lekko dociskamy.
Gotowe makaroniki przechowujemy w lodówce, w zamkniętym pojemniku. Zauważyłam, że najlepiej jeśli nie leżą jeden na drugim, bo lubią wtedy rozmiękać, więc lepiej ułożyć je jeden obok drugiego. Najlepsze są na drugi dzień po przełożeniu.

Smacznego!

Jeśli makaroniki Wam się udały - gratuluję, jeśli nie - nie poddawajcie się i próbujcie znowu!

Chętnie zobaczę jak wyglądają Wasze makaroniki więc jeśli tylko macie ochotę to przesyłajcie do mnie swoje dzieła :)

Zobacz także

0 komentarze: